HOME



Drogi Czytelniku,

Jeśli szczerze interesuje Cię to, co publikujemy, i uważasz, że warto udostępniać ten materiał w wersji polskojęzycznej, a znasz angielski i znajdziesz trochę czasu - zapraszamy do współpracy!

Poszukujemy osób chętnych do współpracy przy przekładzie książki "The Secret History of the World" i do kilku innych projektów.

UWAGA!
Przeczytaj, zanim napiszesz do nas, albo jeśli nie otrzymałeś odpowiedzi.


Napisz do nas...


Kasjopea

Wstęp: 0 - 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7

Kim są Kasjopeanie?

Zakochana egzorcystka - Opowieść wielu możliwości - Thomas French,
St. Petersburg Times

Najgroźniejsza idea na świecie

Forum Cassiopaea (anglojęzyczne)


- Polska strona Éiriú Eolas


FALA

Część:
0 - 1 - 2 - 3 - 4 -
  - 5 - 6 - 7 - 8 - 9 -
  - 10a - 10b - 10c -
  - 11 - 11b - 11c -
  - 11d - 11e - 11f -
  - 11g - 11h - 11i - 11i
  - rozdział 22 - 22 b


Psychopatia

Fragmenty "Psychopatologii"
PSYCHOPATA – Maska zdrowia psychicznego
Czym jest psychopata?
Protokoły patokratów
Oficjalna kultura - naturalny stan psychopatii?

Na blogu PRACowniA:

Ponerologia polityczna

Psychopatia Schizoidalna (fragment Ponerologii politycznej)
Charakteropatie - paranoidalne i in.
Ponerologia polityczna (Time for change)
  - cz. 2: Rola ideologii w rozwoju złowrogich reżimów (patokracji)
Nuda albo ekscytacja - rzecz o psychopatach
Strukturalna teoria narcyzmu i psychopatii - Laura Knight-Jadczyk
O "Ponerologii politycznej" - Laura Knight-Jadczyk, cz.1


Ezoteryka

Kasjopeanie odpowiadają na pytania o "Wniebowstąpienie"

Kasjopeanie na temat centrów energetycznych i czakramów - Laura Knight-Jadczyk

Historia seksu i uwagi ogólne - Lama Sing

Okłamywanie się, czyli stan ludzkiej maszyny - Henry See

Pierwsze wtajemniczenie - Jeanne de Salzmann

Rola negatywnych emocji w pracy nad sobą - Laura Knight-Jadczyk

Uwagi na temat niewłaściwej pracy centrów - Maurice Nicoll

Umiejętność rozeznania - Świat wewnątrz diabła

Borys Murawiew - Gnoza - fragmenty

Komentarz na temat "Gnozy" Murawiewa
  - Część 1


9/11 i nie tylko


VIDEO - Atak na Pentagon

Komentarze na temat Ataku na Pentagon - Laura Knight-Jadczyk

Teorie konspiracyjne rozkwitają w Internecie - Carol Morello, The Washington Post

Jakiś potwór tu nadchodzi

Osama, Szwadrony Śmierci i Największe Kłamstwo Wszechczasów


Tajemna historia świata


VIDEO - Tajemna historia świata

książka dostępna w języku:
english - français - espanol

polskim:

* Przedmowa
* Wstęp
* Rozdział 1 (a) (b)
* Rozdział 2 (NOWOŚĆ!)
* Rozdział 3
* Rozdział 4



Wysoka dziwność

książka dostępna w języku:
english - français

* Rozdział 1
* Rozdział 2
* Rozdział 3


Arkadiusz Jadczyk


Nasz BLOG PRACowniA z uzupełniającymi materiałami:

PRACowniA


Sztuka iluzji


Korespondencja
z Czytelnikami


Transkrypty sesji:

Rok: 1994 - 1995 - 1996 - 1997 - 1998-2001

Rok: 2011

Rok: 2012

Stary Index i niezweryfikowane sesje z 1994-95

 



Napisz do nas...


"Nie bójcie się o ścieżkę prawdy, bójcie się o brak ludzi, którzy nią kroczą."
Robert Francis Kennedy


"Przeczytałem dzisiaj wiadomości, o ludzie..."
John Lennon


Tyrania, która osiągnęła największy sukces to nie ta, która używa siły do zapewnienia jednorodności, ale ta, która usuwa ze świadomości inne możliwości i sprawia, że wydaje się niewyobrażalne to, iż istnieją inne drogi, i która usuwa poczucie, że istnieje coś poza tym.
Allan Bloom
Zamykając amerykanski umysł


"Niebezpiecznie jest mieć rację w sprawach, w których ustanowione władze się mylą."
Voltaire


Wiara świadomości jest wolnością
Wiara uczuć jest słabością
Wiara ciała jest głupotą.

Miłość świadomości wywołuje taką samą reakcję
Miłość uczucia wywołuje przeciwną
Miłość ciała zależy jedynie od typu i biegunowości.

Nadzieja świadomości jest siłą
Nadzieja uczuć jest niewolnictwem
Nadzieja ciała jest chorobą.
Gurdżijew


Metoda nauki ezoterycznej jest taka sama jak nauki pozytywnej: obserwacja, krytyczna analiza tejże obserwacji i rygorystyczna dedukcja w oparciu o ustalone fakty.
Murawiew, Gnoza vol.1


Zycie jest religią. Doświadczenia życiowe odzwierciedlają sposób, w jaki wchodzi się w interakcję z Bogiem. Ci, którzy są uśpieni, to ci, którzy prezentują małą wiarę w swych interakcjach z kreacją. Niektórzy myślą, że świat istnieje, by mogli go przezwyciężyć, zignorować lub wyłączyć. Dla tych jednostek światy przestaną istnieć. Staną się oni dokładnie tym, co sami wnoszą w życie. Staną się jedynie snem w 'przeszłości'. Ludzie, którzy zwracają dokładnie uwagę na rzeczywistość obiektywną, na prawo i lewo, staną się rzeczywistością 'Przyszłości'.
Kasjopeanie, 28-09-2002


Otrzymywanie informacji o nowościach na witrynie!

Kanał RSS Kasjopea




Tajemna historia świata

ROZDZIAŁ 2

CHEMIA ALCHEMII

Język Bogów


 

W tym miejscu muszę ostrzec: gromadzenie fałszywej wiedzy jest gorsze od nie gromadzenia wiedzy w ogóle.

Dlaczego?

Ponieważ jest to PROCES poszukiwania Świętego Graala, będący funkcją "destylowania Kamienia Filozoficznego". Fulcanelli pisze:

.Kalambury, gry słowne - związane z rebusem lub nie - były przez wtajemniczonych używane w ich konwersacjach jako podstęp. W achromatycznych dziełach anagramy były czasami zarezerwowane do zamaskowania tożsamości autora, kiedy indziej do zamaskowania tytułu w celu ukrycia przed laikiem przewodniej myśli dzieła. W szczególności dotyczy to niewielkiej i bardzo ciekawej książki, tak sprytnie zamkniętej, że niemożliwe jest odkrycie jej prawdziwego tematu. Jej autorstwo przypisuje się francuskiemu pisarzowi Tiphaigne de la Roche i nosi ona nietypowy tytuł "Amilec, ou la graine d'hommes", będący połączeniem anagramów i gry słów. Powinno się go jednak odczytywać jako Alicime, ou la creme d'Aum (Alchemia, śmietanka Aum). Neofici dowiedzą się, że jest to autentyczna alchemiczna rozprawa, albowiem w XIII wieku słowo "alchemia" pisało się alkimie, alkemie, czy też alkmie. Innymi słowy, celem nauki [...] jest ekstrakcja ducha zamkniętego w surowym materiale, filozoficznej dziewicy noszącej to samo znamię, co niebiańska Dziewica - monogram AUM (Om); i że ostatecznie ekstrakcja ta musi zostać dokonana przy użyciu analogicznego procesu do tego, jaki umożliwia nam odseparowanie śmietany od mleka. [.] Usuwając z tytułu zasłonę, można dostrzec, jak jest sugestywny, bowiem zapowiada on ujawnienie tajemnych sposobów, które mieli szczęście posiadać tylko nieliczni badacze, a odpowiednich do uzyskania od Dziewicy wspomnianej śmietanki z mleka.

To dość zawiłe omówienie wskazuje nam na kluczową konieczność rozróżnienia pomiędzy tym, co "akceptujemy" jako część układanki, a tym, czego nie akceptujemy. Od tego zależy sukces w "oddzieleniu śmietany od mleka". Jeśli ktoś akceptuje mleko zamiast śmietanki, proces ten jest od samego początku skazany na niepowodzenie.

Co więcej, zamierzam wytłumaczyć to w sposób, który może być z łatwością zrozumiany przez współczesnego człowieka, a mianowicie w kategoriach fizjologicznych.

Pierwszą sprawą, którą poszukiwacz powinien rozważyć, jest natura jego bycia/istnienia. Od początku musi zrozumieć, że Hermetyczna maksyma "Jak na górze, tak na dole" ma specyficzne zastosowanie w jego bezpośrednim fizycznym, materialnym życiu. Tak samo, jak człowiek rodzi się z pewnymi właściwościami, talentami i atutami (lub ich brakiem), które może, lub też NIE, urzeczywistniać w trakcie swego życia, tak też przychodzi on na świat z pewnym ogólnym potencjałem duchowego, ezoterycznego rozwoju. Innymi słowy, świadomość w naturalny sposób inkarnuje w fizyczną strukturę, która nie tylko jest odpowiednia do jej potrzeb, lecz również do jej potencjału. Pozwólcie, że dla przybliżenia, o czym mówię, przedstawię kilka przykładów.

Kilka lat temu przeczytałam artykuł na temat badań nad chorobą Alzheimera, do których zgłosiła się na ochotnika grupa zakonnic, a uczestnictwo w nim trwało przez całe życie, łącznie z przekazaniem po śmierci swojego mózgu do dalszych doświadczeń. Do czego doszli naukowcy? Odkryli, że część kobiet, których mózgi z powodu Alzheimera były dosłownie "papką", nie przejawiała za życia żadnych symptomów choroby. Dlaczego? Ponieważ były wykształcone, aktywne w swojej pracy i życiu umysłowym, rzadko oglądały telewizję i aż do sędziwego wieku były nieustannie zaangażowane w dokształcanie się, które poszerzało ich wiedzę. Innymi słowy, nigdy nie przestały myśleć, uczyć się i posługiwać się umysłem!

Inne studia nad Alzheimerem były interesujące z tego względu, że pokazały, iż osoby o niskim zasobie słownictwa częściej przejawiały wczesne symptomy choroby. Ludzie używający umysłu w bardzo niewielkim stopniu, a zatem pozbawieni "głębokich przemyśleń" i w rezultacie płytcy, którzy spędzili życie wyłącznie w oparciu o "wiarę", byli bardziej narażeni na rozwinięcie się Alzheimera.

Jeśli więc uczenie się, ćwiczenie umysłu, praca nad trudnymi zagadnieniami i ciągłe poszerzanie wiedzy i świadomości może przynieść takie efekty, to cóż jeszcze może robić?

Często się podkreśla, że w kodowaniu białek, które stanowią budulec naszego ciała, bierze udział jedynie 2% naszego DNA - resztę uważa się za materiał "śmieciowy". Istnieją teorie tłumaczące przyczyny takiego stanu rzeczy, jak na przykład teoria "samolubnego genu", zgodnie z którą ludzie są jedynie konstruktami utworzonymi przez DNA w celu przekazywania DNA!

Zauważono także, że jakoby wykorzystujemy jedynie 5% swojego mózgu - i tu również jest wiele teorii tłumaczących ten stan rzeczy. Chciałabym zwrócić uwagę, że istnieje tu pewien związek.

W moich co najmniej trzydziestoletnich badaniach nad zjawiskami paranormalnymi, psi, "forteańskimi" [od badacza takich zjawisk, Charlesa Forta] i nad działaniem ludzkiego umysłu często zauważałam pewne dziwne powiązania. Na przykład nieustannie przewijały się odniesienia do psi i genetyki. Ludzie, którzy mieli jakieś "dziwne moce", raz za razem zauważali: "Och, odziedziczyłam to jasnowidzenie po mojej ciotce" - lub babci, mamie, czy wujku", lub kimś jeszcze innym.

Następnie pojawił się osobliwy związek pomiędzy układem endokrynologicznym a zjawiskami psi. Wiele poważnych badań nad zjawiskami z rodzaju "poltergeist" [hałaśliwe duchy] wskazuje, że najczęściej, jeśli nie zawsze, manifestowało się ono w obecności dojrzewającego dziecka lub seksualnie "zmiennej" lub wyhamowanej czy sfrustrowanej kobiety, a także w obecności kobiet, będących w tym czy innym stadium menopauzy.

Kolejną ciekawą sprawą było wiele odnotowań pojawienia się zjawiska psi po ciężkich urazach głowy lub silnym porażeniu prądem elektrycznym.

Następnie mamy joginów, świętych i praktykujących różnej "natury" religie, którzy, po pewnych ekstatycznych praktykach, mających - jak wykazano - wpływ zarówno na przepływ prądu elektrycznego w ciele, jak i na związki chemiczne, takie jak hormony i neurotransmitery, potrafią lewitować, leczyć, bilokować się, ujawniać zjawy, tak że inni mogą je dostrzec, podnosić temperaturę swego ciała, spowalniać tętno, spowalniać lub zatrzymywać autonomiczne funkcje organizmu itp.

Po wszystkich tych latach studiów jedno stało się dla mnie jasne: zjawisko PSI, czy jest to leczenie, materializacja, bilokacja, czy cokolwiek innego, praktycznie NIE ma związku z poziomem uduchowienia. Spotkałam linię rodzinną, której członkowie, za dotknięciem dłoni, potrafili "zatrzymać bieg krwi", choć prawie każdy z nich był rozwiązłym alkoholikiem, znęcającym się nad partnerem i dziećmi, i ogólnie rzecz biorąc ich zachowanie można określić jako całkowicie nieetyczne. Mimo to, niektórzy z nich posiadali interesujące "moce" i często byli wzywani przez sąsiadów i przyjaciół do ratowania życia - nawet jeśli trzeba było w tym celu wywlec ich z baru, kompletnie zalanych!

Tak więc mamy do rozważenia ciekawą serię faktów, które zgodnie sugerują, że DNA jest dużo bardziej interesujące i tajemnicze, niż można by przypuszczać. Z jednej strony mamy naturalnie przekazywane "moce", z drugiej zaś - ludzi angażujących się w pewnego rodzaju aktywności, które tymczasowo lub na stałe zmieniają coś w ich fizjologii, czego efektem są zjawiska PSI.

Wszystko to zatem wskazuje, że nasze DNA może być "interfejsem" pomiędzy światem eterycznym a fizycznym, sugerując tym samym, że odkrycie naturalnych metod produkcji pewnych związków chemicznych lub energii w ciele jest kluczem do percepcji. Co o tym myśleć? Wskazuje to na fakt, że posiadamy tę ogromną ilość DNA, o którym nikt zbyt wiele nie wie, a które może reagować na tego typu aktywność - innymi słowy, mamy ukryte potencjały, a proces Poszukiwania "odblokowuje" je w zależności od przyjętego podejścia - "wiary" lub, jak to nazywa Fulcanelli, "myślenia za pomocą młota". Jest to proces oddzielania śmietanki od mleka, proces "uwalniania światła z ciemności". I w tym właśnie momencie sprawy zaczynają się komplikować.

 

Analogia do fizjologii mózgu

Najlepiej wyjaśnić to zagadnienie, przybliżając proces wiązania ligandów z receptorami. Ludzki mózg jest prawdopodobnie najbardziej skomplikowaną strukturą we wszechświecie. W pewnym sensie można myśleć o nim jako o wszechświecie samym w sobie. Mózg niemowlęcia w chwili narodzin zawiera około 100 miliardów komórek nerwowych - neuronów. By dać wam wyobrażenie, z czym mamy tu do czynienia, liczba ta jest porównywalna z ilością gwiazd w Drodze Mlecznej.

Ale nie o ich liczbie chcemy tu mówić, lecz o tym, co takiego neurony robią w tym mikrokosmosie naszej głowy.

W przeciwieństwie do przeciętnej komórki w ciele, np. komórki żołądka, trzustki, czy tłuszczyku na biodrach bądź brzuchu, neurony prowadzą między sobą nieustanne, złożone rozmowy. Każdy neuron ma średnio kilka tysięcy połączeń z innymi komórkami. Niektóre mogą ich mieć nawet 200 000.

Na zakończeniu aksonu impuls elektryczny jest przekształcany w impuls chemiczny przez neurotransmitery, które niejako zalewają obszar wokół elementów odbiorczych sąsiedniego neuronu - dendrytów. Ważną rolę odgrywa tu fakt, że neuron-odbiorca ma wiele drobnych włókien, służących do odbierania sygnałów neurotransmitera, ale może pozostawać w łączności z dosłownie tysiącami innych neuronów. W jaki sposób decyduje, którego z nich słuchać? I dlaczego jest to takie istotne?

W tym miejscu zaczyna się robić ciekawie. Na początku XX wieku zdano sobie sprawę, że lekarstwo jest skuteczne, ponieważ może się w ciele do czegoś "przyłączyć". Miejsce przyłączenia nazwano receptorem. Nikt tak naprawdę nie wiedział, jak to "przyłączanie" działa lub dlaczego prowadzi do całej kaskady zmian w ciele, a jednak tak się to odbywa. Zażywasz lek i w mózgu lub innych obszarach ciała zaczynają się dziać różnego rodzaju rzeczy. Obecnie, po długich latach badań, wiadomo już, że receptor to w istocie pojedyncza cząsteczka i do tego niezwykle skomplikowana. Pamiętajcie, że z definicji molekuła (cząsteczka) jest najmniejszą możliwą częścią czegoś większego, którą wciąć można rozpoznać jako daną substancję. Żeby to lepiej zrozumieć, spójrzmy na to zjawisko z naukowego punktu widzenia.

Wiązania

Cząsteczka składa się z atomów. Atomy wydają się łączyć ze sobą według określonych zasad, na podstawie liczby elektronów w "powłoce" o najwyższym poziomie energetycznym danego atomu. Atom jest tym, czym jest, na mocy liczby posiadanych elektronów. Elektrony zorganizowane są w swego rodzaju "powłoki", coś na podobieństwo orbit planet krążących wokół słońca. Rzecz w tym, że nie można ich traktować jak kuliste ciała niebieskie, lecz jako coś w rodzaju "chmur" energii. Pełne powłoki są szczególnie stabilne, a atomy zdają się "lubić" rozmieszczanie się w sposób, który umożliwia im wypełnienie tych zewnętrznych warstw. Elektrony mogą występować w dwóch "stanach", o spinie w "górę" i w "dół". Te o spinie w "górę" lubią się łączyć się w pary z tymi o spinie w "dół". W zależności od ilości elektronów znajdujących się na zewnętrznej powłoce i od liczby elektronów, jakie dany atom "chciałby" tam mieć, może on łączyć się z jednym lub z wieloma innymi atomami.

W biologii najważniejszym pierwiastkiem jest węgiel. Jak wykazał Linus Pauling, wiązania atomów węgla są całkowicie symetryczne. To znaczy, [w związkach nasyconych] cztery związane atomy ustawiają się w rogach regularnego czworościanu. Wydedukowano, że poza tym, że atom "lubi" mieć wypełnioną swoją zewnętrzną powłokę, elektrony w wiązaniu preferują ustawianie się jak najdalej od siebie nawzajem. Atomy węgla "lubią" wiązać się z innymi atomami węgla. Jest to podstawa słynnej struktury pierścienia benzenowego. Pierścień benzenowy jest szczególnie stabilną formą molekularną, gdyż naturalne kąty utworzone przez cztery orbitale wiązań węglowych dobrze wypełniają sześcioboczną strukturę - sześciokąt foremny!

Do grupy substancji opartych na strukturze pierścieni benzenowych należą na przykład węglowodany. Większość atomów węgla połączona jest w nich z dwoma innymi atomami węgla, lecz każde z dwóch pozostałych wiązań węgla wykorzystane jest do połączenia z innymi atomami lub grupami - OH po jednej stronie i H po drugiej. Razem, bez węgla w środku, OH i H utworzyłyby H2O, czyli wodę. Dlatego termin węglowodan oznacza dosłownie "uwodniony węgiel".

Węglowodany proste - lub "uwodnione węgle" - zwane są cukrami. Kiedy cukier jest jednopierścieniową strukturą, jest monosacharydem. Kiedy ma strukturę podwójnego pierścienia, jest disacharydem. Bardziej złożone cukry to polisacharydy. Glukoza jest monosacharydem. Maltoza jest disacharydem. Łańcuch jednostek glukozy może być złożony w polisacharyd zwany skrobią. Nieco inne ułożenie daje nam następną znaną substancję biologiczną, celulozę.

W naszym podstawowym monosacharydzie mamy 6 atomów węgla. Niektóre jednak zawierają jedynie 5 atomów węgla, z których 4 są połączone z jednym atomem tlenu w formie pięciobocznego pierścienia. Piąty atom węgla należy do pobocznej grupy CH2OH. Związki te zwane są pentozą. Jeden z nich, niemal identyczny z glukozą, gdyby nie brakujący atom węgla i przyłączone grupy boczne, to ryboza. Kolejny, podobny do rybozy, tyle że jedna z jego grup OH straciła atom tlenu, pozostawiając proste wiązanie CH, to dezoksyryboza, czyli ryboza bez jednego atomu tlenu.

W dyskusji na temat wiązań zwróćcie proszę uwagę na znaczenie liczb i kształtów geometrycznych, mając jednocześnie na uwadze wszystkie te "mistyczne terminy" w metafizycznym świecie, w których zawsze trudno jest dostrzec jakiś sens. Przyglądając się temu teraz, zdajemy sobie sprawę, że liczby te mogą mieć bardzo głębokie, lecz nie magiczne, czy rytualne, znaczenie. Zaczynamy dostrzegać, że być może wszystkie mity i tak zwane "sekrety" , tak starannie ukryte w analogiach i alegoriach, mogą być w istocie prawdziwą nauką. Jak powiedziała Jessie Weston, możemy mieć tu do czynienia z "disjecta membra wymarłej cywilizacji". Nawet jeśli nie jest to zniekształcona informacja od jakichś starożytnych ludzi, którzy mieli dużo lepiej rozwiniętą technologię niż nasza, to może być to informacja pochodząca z potwierdzonych "wyższych źródeł", ukryta w aluzji i tajemnicy. Może być też tak, że to całe przekazane nam hoodoo jest po prostu mityzacją istotnych naukowych informacji. Jeśli to prawda, musimy obrać go ze wszystkich rytuałów, religijnych nonsensów, magicznych dodatków, wziąć się do pracy i odkryć tę "naukę o duszy" wyrażoną w realnych terminach.

Receptory

Tutaj istotną sprawą jest fakt, że cząsteczki powstałe w procesie opisanych wiązań chemicznych mają szczególny KSZTAŁT. Wiązania węglowe charakteryzują się dużą swobodą, co daje wiele możliwości, dzięki czemu może zachodzić splatanie i podwajanie, w tę i z powrotem, tworząc bardzo złożone i bardzo specyficzne kształty. Proces wiązania i splatania zbliża do siebie atomy z jednej pobocznej grupy z atomami z innych grup, stwarzając okazję do tworzenia złożonych wiązań. Naturalny kąt pomiędzy wiązaniami węgla czyni pierścień benzenowy szczególnie preferowanym, a w długich łańcuchach węglowych ten sam naturalny kąt może sprawiać, że łańcuch będzie miał tendencję do zapętlania się. Aczkolwiek w tym wypadku atomy węgla nie łączą się w zamknięty pierścień, lecz kontynuują łańcuch polimerowy na kształt zwiniętego węża.

Wróćmy do jednocząsteczkowych receptorów na komórkach. Po zapoznaniu się z zasadami rządzącymi wiązaniami rozumiemy, że receptory te mają bardzo szczególne kształty oraz "powłoki, które lubią być wypełnione", co precyzyjnie określa, jakiego typu cząsteczka będzie do nich przyciągana w celu stworzenia wiązania. Możemy też zrozumieć, że działają tam siły atomowe, powodujące przyciąganie jednej molekuły do drugiej. Molekuły receptora reagują na tego rodzaju energie poprzez "wicie się, drganie, wibrowanie, a nawet brzęczenie, kiedy zmieniają swój kształt z jednego preferowanego w inny". Receptory są doczepione do komórki, "unosząc się" na jej powierzchni jak kwiat lotosu na powierzchni stawu, a ich korzenie sięgają do wnętrza komórki.

Na powierzchni komórki istnieje wiele rodzajów receptorów i jeśli byłyby one oznaczane różnymi kolorami, powierzchnia komórki przypominałaby szaloną mozaikę, utworzoną z co najmniej 70 rożnych barw. Ilość "kafelków" w mozaice jest oszałamiająca - 50 000 jednego rodzaju, 10 000 innego, 100 000 jeszcze innego i tak dalej. Typowy neuron może mieć na swej powierzchni miliony receptorów.

Kolejną ciekawą analogią, którą naukowcy wykorzystują do opisu neuronów i receptorów, jest porównanie ich do "drzewa z pąkami". Faktycznie, wizualne podobieństwo jest tak uderzające, że opisując rozwój neuronów, naukowcy używają takich terminów, jak "rozgałęzianie" i "krzewienie się". Trzymając się tej analogii, kora drzewa będzie odpowiadać błonie komórkowej neuronu - "skórze" komórki. Jednakże w odróżnieniu od kory, która jest twarda i nieruchoma, błona komórkowa jest tłuszczową, elastyczną osłonką, utrzymującą komórkę w całości.

Czyż nie kojarzy się to z Drzewem Życia?

Ligandy

Co takiego robią receptory? Wiemy już, że "przyciągają" inne cząsteczki i reagują na atomowe/chemiczne siły różnego rodzaju wiązań. Co jednak ważniejsze, receptory działają jako cząsteczki czuciowe, skanery - podobnie, jak nasze oczy, uszy, nos, język, palce i skóra działają jako narządy zmysłu ciała, receptory robią to samo na poziomie komórkowym. Pokrywają błonę komórek, wyczekując na wychwycenie i przekazanie informacji ze swojego środowiska, będącego światem zalanym unoszącymi się, wibrującymi aminokwasami, które nadpływają, przesączając się przez płyny otaczające każdą komórkę. Naukowcy opisują receptory jako "dziurki od klucza", aczkolwiek te konkretne dziurki nieustannie poruszają się i tańczą rytmicznie, wibrując. Czekają, aż odpowiednie klucze chemiczne - ligandy - podpłyną do nich przez płyn pozakomórkowy i wmontują się w nie, wpasowując się w te dziurki. Jest to proces znany jako wiązanie.

Kiedy ligand - klucz chemiczny - wiąże się z receptorem, wpasowując się w niego jak klucz w zamek, wywołuje reakcję, która powoduje reorganizację, zmianę kształtu, aż do momentu, kiedy INFORMACJA wniknie do komórki.

W pewnym sensie można powiedzieć, że ligand jest komórkowym odpowiednikiem fallusa. Słowo ligand pochodzi z łacińskiego ligare, czyli ten, który wiąże. To samo źródło ma słowo "religia". Ciekawe, czyż nie?

Bardziej dynamicznym opisem tego miniaturowego procesu będzie porównanie go do "częstotliwości". Ligand i receptor jednoczą swoje identyczne częstotliwości - można by powiedzieć, że uderzają w tę samą nutę. Takie połączenie wywołuje wystarczająco silną wibrację, żeby niejako "aktywowała dzwonek w drzwiach", otwierając przejście w komórce i w konsekwencji wywołując swego rodzaju wymianę atomowych potencjałów, stanowiących "informację", która jest "wysyłana do komórki". Efekt jest dosyć niesamowity. Receptor, po otrzymaniu wiadomości, przekazuje ją z powierzchni komórki głęboko do jej wnętrza, gdzie informacja ta może dramatycznie zmienić stan komórki. W chwili gdy rozpoczyna się ten miniaturowy mechanizm komórkowy, zainicjowany zostaje łańcuch biochemicznych reakcji i, w zależności od treści wiadomości liganda, zaczyna się coś dziać - produkcja nowych protein, zapadanie decyzji o podziale komórki, otwieranie lub zamykanie kanałów jonowych, dodawanie lub ujmowanie energetycznych grup chemicznych, takich jak np. fosforany - by wymienić tylko kilka. W skrócie, to, co dana komórka zamierza robić w danym momencie, zależy od tego, jakie receptory znajdują się na jej powierzchni i czy są one zajęte przez ligandy. Na większą skalę te malutkie zjawiska fizjologiczne na poziomie komórkowym przekładają się na znaczne zmiany w zachowaniu, aktywności fizycznej, a nawet w nastroju - i MOŻLIWOŚCIACH.

Podsumujmy to. Kiedy ligandy przepływają w strumieniu płynów otaczających każdą komórkę, tylko te, których molekuły mają dokładnie wymagany kształt, mogą związać się z konkretnym typem receptora. Proces ten jest bardzo selektywny i specyficzny. Naukowcy zajmujący się tą dziedziną mówią, że "wiązanie zachodzi jako rezultat specyficzności receptora, co oznacza, że receptory ignorują wszelkie ligandy poza tymi, które będą do nich pasować". Innymi słowy, komórka jest silnikiem, który napędza życie, a receptory są przyciskami na jego panelu sterowania. Ligandy lub inne neurotransmitery, znane jako peptydy, są palcami, które naciskają guziki. "Muzyczne nucenie" receptorów wiążących się ze swoimi ligandami, bardzo często w oddalonych od siebie częściach organizmu, integruje strukturę i funkcje, umożliwiając organizmowi działać gładko i w "zgodzie" z funkcją specyficznych, wiążących się ligand. Coś jak święty dźwięk OM?

Zastosujmy do receptorów i ligand naszą maksymę "jak na górze, tak na dole". Informacja, jaką otrzymuje nasz organizm jako całość - nasze kontakty z otoczeniem - wydaje się działać dokładnie na tej samej zasadzie. Informacja, która dociera do "komórki" naszego mentalnego ciała, oddziałuje na nas w ten sam sposób, jak liganda oddziałuje na komórkę, kiedy wiąże się z receptorem. Umysł, nasz duchowy receptor, otrzymując informację, przekazuje ją w głąb naszej świadomości, gdzie wiadomość może dramatycznie zmienić stan postrzegania rzeczywistości. Gdy postrzeganie reorganizuje się w oparciu o otrzymaną informację, zainicjowany zostaje łańcuch psycho-duchowych reakcji. Ta reorganizacja wpływa następnie na całą jaźń, na rzeczywistość i wszelkie systemy zaangażowane we wspieranie świadomości. W skrócie, twoje BYCIE jest zdeterminowane przez twój stan świadomości (postrzegania), będący funkcją twojej wiedzy, która zależy od tego, jakie "ligandy" - lub jednostki informacji - "wiążą się" z twoich duchem. I tak samo jak ligandy potrafią, z dalekosiężnymi skutkami, wywołać lawinę reakcji komórkowych, tak samo może ulec zmianie twój stan Bycia, ponieważ podwyższona świadomość rzeczywistości może zainicjować poważne zmiany w twojej rzeczywistości - tym poszerzonym "ciele", w którym "mieszkasz" jako "komórka" WSZYSTKIEGO, co istnieje.

Duchowe narkotyki

Pamiętacie od czego zaczęliśmy? Chemicy wyszli z pomysłem, że lekarstwa działają na organizm poprzez przyłączanie się w nim do czegoś. Już wiemy o receptorach i o tym, że są one wyczulone na związki chemiczne produkowane przez ciało. Ligandy, peptydy, neurotransmitery, hormony itd. wytwarzane są w ciele i przez ciało w pewnych "etapach", które obejmują bardzo złożone procesy.

I tu przechodzimy do części NIEBEZPIECZNEJ.

Widzicie, istnieją związki chemiczne, zarówno naturalne jak i syntetyczne, wystarczająco podobne do ligand organizmu, by mogły wiązać się z receptorami nie wywołując jednak tych samych efektów, jakie powstają, kiedy ciało w naturalny sposób wydziela własne ligandy. Na przykład receptor opioidowy może nie tylko "odbierać" endorfiny ciała, lecz może również wiązać się z morfiną lub heroiną. Receptor Valium może przyłączać się nie tylko do podobnych do Valium peptydów, produkowanych w organizmie, lecz również i do Valium.

Pamiętajcie, "żaden lek nie zadziała jeśli się nie wpasuje". Oznacza to, że jeśli działa, to dlatego, że w ciele istnieje odpowiedni dla niego receptor. A to oznacza, że receptor tam jest, ponieważ wiąże się z ligandem produkowanym przez sam organizm, co sugeruje, że w odpowiednich okolicznościach ciało może produkować swoje własne lekarstwa, stymulując proces samoleczenia.

Spójrzmy na to z innej strony. Kiedy rozważamy kwestię substancji chemicznych - środków psychoaktywnych -zmieniających zachowanie, takich jak na przykład heroina, marihuana, Librium, "anielski pył" [fencyklidyna], czy PCP, które doprowadzają do gwałtownych zmian stanów emocjonalnych, one również muszą mieć zdolność wiązania się dokładnie dlatego, że w organizmie istnieją receptory nastawione na podobne substancje produkowane przez ciało. LSD i inne halucynogeny, wywołujące zmiany w procesach poznawczych, muszą również działać dlatego, że i dla nich istnieją specyficzne receptory. Wskazuje to, że tego typu związki chemiczne mogą, w odpowiednich warunkach, być produkowane przez organizm. Sugeruje nam to możliwość istnienia naturalnych procesów, prowadzących do powstawania takich związków lub przez nie obsługiwanych. W tym momencie dotykamy bardzo istotnej kwestii, gdzie, po raz kolejny, by zrozumieć naszą własną naturę, możemy zastosować podejście "jak na górze, tak na dole".

 

Alkohol i kofeina

Alkohol

Alkohol jest wszędzie. Dziesiątki milionów ludzi doświadcza skutków uzależnienia alkoholowego - od obniżenia wydajności w pracy, przez uszkodzenie wątroby, molestowanie współmałżonków i dzieci, po całkowite załamanie się koncepcji i norm społecznych, co kończy się zostaniem przysłowiowym "rynsztokowym menelem", każdego dnia szukającym sikacza, czy nawet denaturatu.

To tylko alkohol. Nie zamierzamy wymieniać skutków pozostałych narkotyków, byłoby to nużące i bezcelowe. Wiecie, w czym rzecz.

Alkohol i pozostałe narkotyki działają tak, jak działają, ponieważ są "podczepione". Są syntetycznymi ligandami - wiążą się z naszymi receptorami i na różne sposoby wywołują typowe dla nich efekty.

By zrozumieć, jak naprawdę działają te fałszywe ligandy, spójrzmy na kofeinę. Gdy nasze neurony przetwarzają informacje, produkują komórkowe odpady, wliczając w to gromadzenie się cząsteczek adenozyny. Adenozyna jest ligandem, który wiąże się z receptorem adenozyny, wysyłając w głąb komórki informację, że czas na sen. Można powiedzieć, że adenozyna jest czymś w rodzaju "systemu ostrzegawczego", który pomaga utrzymać ciało w równowadze. Kiedy w ciągu dnia trwa produkcja adenozyny jako produktu ubocznego aktywności mózgu, pojawia się jej coraz więcej i wiążę się z coraz większą liczbą receptorów, wysyłając coraz więcej wiadomości o potrzebie snu do coraz większej ilości komórek. Pomału nasze komórki w mózgu stają się coraz bardziej ospałe, aż w końcu musimy iść spać. Dosłownie nie możemy dłużej czuwać. Ziewamy, łzawią nam i kleją się oczy, i zwyczajnie chcemy już tylko zwinąć się w kłębek i odpłynąć.

Albo wypijamy filiżankę espresso.

Tak się składa, że cząsteczka kofeiny ma odpowiedni "kształt" dla receptora adenozyny. Wskakuje i wiąże się. Jednak zamiast zadziałać jak adenozyna, wysyła inną wiadomość, albo w najlepszym razie blokuje adenozynie możliwość wysłania wiadomości o potrzebie snu. Krótko mówiąc, wstrzymuje naturalny sygnał snu, doprowadzając do gromadzenia się znacznie większej ilości komórkowych odpadków, doprowadzając do zatrucia organizmu, co ostatecznie może doprowadzić do utraty zdrowia.

Generalnie wygląda na to, że jest to najgorsze rzecz, jaką robi kofeina - po prostu blokuje działanie liganda adenozyny, który wysyła wiadomości dotyczące snu. Wielu ludzi przeraziły niekompletne badania, sugerujące, że kofeina robi inne groźne rzeczy, lecz dodatkowe badania pokazały, że wszelkie inne konsekwencje są jedynie skutkiem zaburzenia rytmu snu i, co za tym idzie, cyklu serotoninowo-melatoninowego.

W tym miejscu ważną sprawą do odnotowania jest porównanie powyższego schematu do informacji, jakie są, albo nie są, akceptowane przez poszukiwacza. Wrócimy do niej pod koniec tego tomu. Na przykładzie kofeiny jako "imitatora" adenozyny widzimy, że naturalny ligand zawiera w sobie coś bardzo subtelnego, co jest przekazywane w głąb komórki, a kofeina albo blokuje tę wiadomość poprzez zajęcie receptora, albo wysyła przeciwny sygnał. Z racji precyzyjności cząsteczki, adenozyna najwidoczniej robi coś więcej niż ów "prawie ligand" - kofeina.

Jeśli pomyślimy o ligandach jako informacji, możemy zauważyć, że akceptacja czegoś, co nie jest prawdą, może nie tylko blokować naszą zdolność do otrzymywania właściwych wiadomości o tym, co nią jest, ale może nawet wysyłać przeciwne treści. Dokładnie w ten sam sposób działają duchowe doświadczenia, wywoływane rytuałami, chemią lub metodami technicznymi "oddolnie", w celu zmiany duchowego stanu "tam na górze". Wygląda na to, że to, co akceptujemy - i czego nie akceptujemy - jako prawdę, wpływa na naszego ducha i stan świadomości, nie wspominając o ewentualnej możliwości wzniesienia się duszy. Niektóre przekonania typu "wszystko jest miłością i światłem" moglibyśmy wręcz porównać do działania kofeiny: blokują one funkcjonowanie naturalnych systemów ostrzegania, które informują ducha, kiedy powinien się z czegoś wycofać i pozwolić sobie na pewien okres "oczyszczania". W miarę upływu czasu może prowadzić to do poważnego upadku ducha, a nawet - jak się wydaje - do całkowitego zejścia w Niebyt. Jednakże istnieje dużo poważniejszy problem, z którym musimy się zmierzyć: uzależnienie.

Centra przyjemności i narkotyki

Zapewne każdy słyszał o eksperymentach przeprowadzanych na szczurach, którym wszczepiano elektrody w celu autostymulacji "centrów przyjemności" w mózgu. Odkryto, że zwierzęta wciskały przycisk aż do wyczerpania sił. Dalsze badania pokazały, że jeśli elektryczna nagroda jest dostępna tylko wtedy, gdy szczury nauczą się nowej sztuczki - jak sprawne poruszanie się w labiryncie - te małe stworzenia będą pracowały jak szalone, by wykonać zadanie i w konsekwencji otrzymać swoją "działkę" przyjemności. Jak długo pojawiała się nagroda, szczury nie przestawały pracować - rozpracowując nawet niesamowicie złożone i pozornie niemożliwe do przejścia labirynty, dla ludzi praktycznie niemożliwe do rozwiązania!

Lecz to nie uczenie się uwielbiały.

Wstępne badania pokazały, że szczury, mając okazję, potrafiły zapomnieć o wszystkim - jedzeniu, partnerach, kumplach, o czymkolwiek - żeby tylko naciskać ten przeklęty przycisk, ostatecznie zapadając w bezmyślną ekstazę.

Podobnie jak u innych stworzeń, tak i u ludzi doznanie odczuwane jako orgazm to uwolnienie tych samych związków chemicznych i stymulacja tej samej części mózgu, które tak bardzo uszczęśliwiały szczury. Niektórzy naukowcy tę część mózgu w technicznym żargonie nazywają centrum "zrób to jeszcze raz". Wszelka aktywność, jaka zostanie skojarzona ze stymulacją tego obszaru, będzie nieustannie poszukiwana.

Jak już wiemy, narkotyki doprowadzają do "iskrzenia" w tych centrach, ponieważ "pasują" do receptorów. Wiemy również, że w momencie, kiedy zażywamy jakiś narkotyk, nasz mózg do pewnego stopnia reaguje tak, jakby to naturalny neurotransmiter zalewał system. Dla centrów przyjemności chemia jest tak w tej sytuacji podobna do stanu, w którym mózg znalazłby się w sposób naturalny, gdybyśmy zrobili coś wspaniałego - znaleźli pożywienie czy ciepłe schronienia lub kochali się z bratnią duszą - że nawet jeśli leży się właśnie w obskurnym motelu, cuchnącym wymiocinami i fekaliami, z wstrzykniętą w ramię heroiną, centra przyjemności wiedzą tylko to, że pławią się w chemicznej błogości.

Warto w tym momencie rozważyć pewną rzecz. Chociaż pierwsza próba "spróbowania" narkotyku wywołuje z reguły obrzydzenie lub niechęć do całej otoczki, samej czynności i wszelkich towarzyszących temu elementów, raz otrzymana nagroda zaczyna zmieniać percepcję delikwenta. Ponieważ fizyczne ciało tak bardzo uwielbia to uczucie, ponieważ jest to tak obezwładniająco fascynujące, umysł zaczyna racjonalizować, że ohydne otoczenie, cała ta procedura, która jest w oczywisty sposób szkodliwa dla ja, nie jest jedynie "w porządku", lecz jest właściwie "pożądana". W końcu, jak może być to złe, skoro jest tak przyjemne? Kiedy jedna część jaźni twierdzi, że to nie może być dobre, inna część szaleje, by ponownie osiągnąć ten stan. Ostatecznie, to co dzieje się w prawdziwym życiu, wywołuje tylko "stres" i "nieprzyjemne uczucia", co dostarcza argumentu: cierpiałeś, teraz zasługujesz na nagrodę!

Jedyny problem zarówno z uzależnieniem od narkotyków, jak i z uzależnieniem duchowym polega na tym, że jedno i drugie jest prawie zawsze prezentowane w oprawie przyjemności i uszlachetniania. Promowane jest jako "narzędzie" służące "poszerzaniu świadomości".

Kiedy kokaina zostaje wciągnięta przez nos, dostaje się bezpośrednio do obszarów wychwytu zwrotnego dopaminy i blokuje je. W takim wypadku "uczucie przyjemności" nie jest wywołane przez sam narkotyk, lecz przez fakt, że komórki zalewa nasza naturalna dopamina, wiążąc się z receptorami dopaminy jak szalona, bez możliwości reabsorpcji. Mózg wie tylko jedno: co za WSPANIAŁE uczucie! Podobno doznanie przyjemności wywołane Krakiem jest intensywniejsze od wszelkich innych naturalnych stanów, włącznie z orgazmem. Zwróćcie uwagę, że doznanie to wywołane jest przez własne związki chemiczne ciała, w wyniku zablokowania obszarów wychwytu zwrotnego. Zauważcie też, że zapobiega to wiązaniu specyficznego liganda w miejscach wychwytu zwrotnego, co prawdopodobnie również blokuje możliwość przekazania komórkom pewnej wiadomości. Jak się okazuje, konsekwencje tego są straszne, o czym się wkrótce przekonamy.

Morfina i heroina działają nieco inaczej. Udają one endorfiny, co aktywuje uwolnienie dopaminy w organizmie. Zatem zamiast doznania będącego skutkiem braku reabsorpcji naturalnie pojawiającej się dopaminy, mamy doznanie spowodowane jej nadwyżką przekraczającą naturalną zdolność organizmu do jej ponownego wchłonięcia. I znów fałszywa endorfina bez wątpienia nie wysyła właściwego sygnału w głąb komórek, z którymi się wiąże, i - również w tym przypadku - nadmiar dopaminy będzie mieć znaczące konsekwencje.

Cóż to za konsekwencje? Na częste zażywanie kokainy, heroiny lub morfiny, zaburzające równowagę procesów dopaminowych w ciele, organizm odpowiada redukcją liczby receptorów! Przy niewielkiej ilości receptorów efekt narkotyku - jak i naturalna zdolność organizmu do wiązania dopaminy, pojawiającej się w sposób naturalny - gwałtownie słabnie. Bez normalnego dopływu dopaminy do normalnej ilości receptorów mózg doświadcza "głodu", który jest interpretowany dosłownie jako "ból". Jest to agonia umysłu, który w ogóle nie może już odczuwać przyjemności.

W kategoriach czysto fizycznych, najpoważniejsze konsekwencje tego procesu są pochodną faktu, że dopamina odgrywa istotną rolę w kontrolowaniu ruchu, emocji i poznania. Zaburzenie dopaminowe pojawia się m.in. w schizofrenii, zaburzeniach nastroju, w zespole nadpobudliwości, w zespole Tourette'a, uzależnieniach, późnej dyskinezie i chorobie Parkinsona. Rzecz jasna, sytuacja jest o wiele bardziej złożona, ponieważ zidentyfikowano co najmniej siedem typów receptorów dopaminowych.

Sensem tego zwrotu w stronę chemii mózgu, jako ćwiczenia w zrozumieniu zasady "jak na górze, tak na dole", jest zobaczenie, że "akceptowanie" czegoś, co nie jest Prawdą, jest w pewnym sensie jak zażywanie narkotyku, który wiąże się z psychicznymi receptorami. I tak oto wracamy do początku tego rozdziału, gdzie powiedziałam, że "gromadzenie fałszywej wiedzy jest gorsze niż niegromadzenie wiedzy w ogóle". Można powiedzieć, że fałszywa wiedza i kłamstwa są duchowymi narkotykami i nie są "naturalnymi związkami chemicznymi" własnego "światła" duszy. Efektem końcowym jest tendencja do tworzenia się uzależnienia wskutek redukcji "psychicznych receptorów", które z kolei obniżają zdolność do "wiązania prawdy". W skrócie, człowiek może szukać jak szalony, lecz jeśli naprawdę, naprawdę nie wykorzystuje przenikliwości - to znaczy rzucania wyzwań i starannego rozbierania na czynniki pierwsze przedmiotu swoich studiów - jego akceptacja oparta na "ślepej wierze" sprowadza się do czerpania przyjemności z narkotyków.

Efekt końcowy jest analogiczny do szumowiny w kategoriach duchowych.

Co więcej, dzięki studiowaniu ligand i receptorów zauważamy, że własne związki chemiczne ciała posiadają właściwości, których nie mają ich podróbki - narkotyki. Właściwości te, oparte na kształcie i strukturze atomowej, mogą aktywować procesy, których syntetyczne ligandy aktywować nie mogą. Związki chemiczne ciała potrafią nawet uruchomić lawinę procesów wewnątrzkomórkowych, które są blokowane przez "sztuczne" ligandy.

Prawda działa w ten sam sposób. Gromadzenie informacji o "wysokim statusie prawdopodobieństwa" bez uprzedzeń równa się gromadzeniu wszystkich elementów bardzo złożonego neuropeptydu. Gdy wszystkie właściwe fragmenty są ostatecznie razem, powstaje pewien "kształt", który "pasuje" do duchowego receptora jak klucz do zamka. W tym momencie - kiedy blok, czy też jednostka, informacji jest kompletna - jej bliskość wywołuje "brzęczenie" receptora, a ligand/informacja odpowiada tym samym i niejako "podskakują razem", prawie jak w opisie fizycznych ligand i receptorów. OM.

I tak odkrywamy zasadę zalecającą pieczołowite gromadzenie informacji i obserwację wolną od, że tak powiem, jakiegokolwiek "wchłaniania". To bez dwóch zdań oznacza unikanie praktyk, które mogą produkować związki chemiczne typu "zrób to jeszcze raz", ponieważ bardzo łatwo można zostać skuszonym do powtórek, co sprowadza się do ślepej wiary.

W tym momencie stajemy oczywiście przed bardzo specyficznym problemem: programami naszej "maszyny", naszym "intelektem". Formowanie się intelektu i jego trening zachodzi w warunkach, które są najgorsze z możliwych dla rozwinięcia umiejętności myślenia. Nie czas teraz ani miejsce na zagłębianie się w kwestie, co jest nie tak z edukacją dzieci, w teorie opieki nad niemowlętami i niekończące się kłamstwa, propagowane przez nasze społeczeństwo i kulturę. Dodajmy do tego powszechnie obowiązujące oparcie uznania na fizycznym wyglądzie, a w efekcie otrzymujemy sytuację, że kiedy przeciętny człowiek staje się dorosły, nie może ani myśleć, ani czuć w zgodzie z tym, co jest Prawdą. Stał się "fałszywą osobowością", która myśli, że posiada duszę. "Podobne może być zrozumiane i uchwycone jedynie przez podobne", nic więc dziwnego, że współczesny poszukiwacz wzniesienia zabiera się do tego w niewłaściwy sposób. Prawie wszystkie "ścieżki" wzniesienia odwołują się do tego fałszywego ja i, jak możemy się domyślić, produkują fizyczne doznania, które są imitacjami tego, co pojawia się w procesie prawdziwego wznoszenia.

Zaczynamy teraz lepiej rozumieć ideę ezoteryzmu. Ezoteryzm jest dochodzeniem do faktów i działań, które są dostępne polu świadomości Duszy. Kiedy zastanowimy się nad naszym stanem w "realnym świecie", zrozumiemy, że jest to bardzo trudna droga.

Wiedza jest wszędzie, lecz większa jej część jest zewnętrzna w stosunku do nas. Gdy wlewamy coś do naczynia, może ono pomieścić jedynie ilość płynu równą jego pojemności. Jesteśmy w stanie zrozumieć jedynie tyle, na ile pozwala nam nasze Bycie. By móc ewoluować w sensie ezoterycznym, musimy nieustannie dążyć do powiększania i wzbogacania naszego Bycia, do stworzenia i powiększania "naczynia".

Ezoteryzm to zmierzanie do wykształcenia świadomości pierwiastka boskiego. Problem w tym, że nasza świadomość jest w większości po prostu programem, który działa w naszej maszynie. Wyższa świadomość - ta, której osiągnięcie jest równoważne z wzniesieniem - to prawdziwe "Ja", dusza. Uważa się, że jest to ów stały element w nas, wspólny wielu naszym wcieleniom. To prawdziwe "Ja" jest czymś w rodzaju bezstronnego sędziego, którego cichy głos jest najczęściej zagłuszony przez hałas zewnętrznych wydarzeń i programów osobowości. Niemniej jednak, to właśnie ta maleńka iskra prawdziwego ja jest zarodkiem potencjalnego rozwoju ezoterycznego.

Większość ludzi rzadko doświadcza kontaktu z prawdziwym "Ja" - o ile w ogóle im się to zdarza. A mimo to osobowość przypisuje sobie osiągnięcie tego poziomu świadomości. Należy zauważyć, że kogoś, kto faktycznie osiągnął taki poziom ustabilizowanego kontaktu ze swoim prawdziwym poszerzonym "ja", będą charakteryzować również takie cechy, jak zdolność poprawnego oceniania konsekwencji swoich działań, wprowadzanie swojej woli w czyn oraz zdolność czynienia - inicjowania ciągów przyczynowych - jak również wewnętrznie spójna postawa i postępowanie, niezależne od warunków czy sytuacji. A co najważniejsze, taki człowiek nie okłamuje samego siebie.

Wystarczy obiektywne, dokładne przyjrzenie się wielu z tych, którzy przypisują sobie takie właściwości, by obalić te ich pretensje. Istnieje tak ogromna przepaść pomiędzy cechami, jakie ludzie sobie przypisują, a tym, co naprawdę mogą czynić, że należy starannie rozważyć tę uwagę, zanim postanowi się uwierzyć tego typu roszczeniom, czy też przypisującym je sobie nauczycielom. Tak czy inaczej, to właśnie ustanowienie kontaktu z owym wyższym ja (z braku lepszego określenia), tym maleńkim zarodkiem połączenia z istniejącą w nas duszą, jest przedmiotem ezoterycznej nauki. Wygląda na to, że prawdziwą nadzieję na ukończenie tego procesu mogą mieć jedynie ci, którzy są "bankrutami". Innymi słowy, muszą runąć, lub zostać obnażone, wszystkie przekonania, programy i kłamstwa, które od dzieciństwa stanowiły część ja.

Wszyscy jesteśmy wypaczeni przez zewnętrzny świat materii - domenę Nie-bytu i jego grawitacyjnych pokus. Nawet jeśli doświadczenie przeczy czyjemuś przekonaniu na własny temat, to wskutek poważnych braków, które są wprogramowywane w nas od urodzenia, rzadko jest się w stanie dostrzec związek przyczynowo-skutkowy.

Generalnie tłumaczymy swoje porażki "brakiem woli". Jednak ludzie nie zdają sobie sprawy, że porażka zasadniczo nie wynika z braku woli czy pragnienia, lecz z braku BYCIA. Jedynie wraz z rozwojem naszego BYCIA zaczynamy rozumieć wiedzę, którą nabyliśmy. Tylko wtedy, wyposażeni w zrozumienie połączone z BYCIEM, mamy możliwość Czynienia.

Osobowość jest obszarem wspólnego oddziaływania pomiędzy ciałem i duchem. Z racji natury naszej rzeczywistości, osobowość to w większości "programy" ciała lub, by tak rzec, genetycznego ciała. Maszyna pracuje na zasadzie "zrób to jeszcze raz". Większość współczesnych ludzi znacznie bardziej przejmuje się "wyglądem" lub "doznaniami", które dają im dreszczyk, niż swoim Byciem.

Głęboki związek osobowości z ciałem i jego interaktywnymi programami jest rozumiany w niewielkim stopniu, tymczasem jest on kluczowy dla rozwoju tego "Ja", które jest czymś więcej niż "duchem w maszynie". Możemy zauważyć, że kiedy przeciętny człowiek doświadcza poważnego bólu, wszelkie jego szlachetne instynkty wylatują przez okno. Niektórzy jednak, oczywiście, potrafią opanować ból i mimo wszystko pracować dalej. To nie jest ścieżka dla słabych.

Fakt istnienia współzależności osobowości i ciała - owej maszyny, z którą musimy funkcjonować w tej rzeczywistości - prowadzi nas do logicznej konkluzji, że to ta właśnie maszyna i jej programy stanowią najistotniejszy dla nas przedmiot badań, żebyśmy mogli nauczyć się przenikliwości, rozróżniania pomiędzy tym, co prawdziwe, a tym, co fałszywe.

To właśnie w tym momencie zaczynamy uczyć się o "luzach" w naszej maszynie. Odkrywamy, że większość czasu spędzamy skacząc od akcji do reakcji, praktycznie bez udziału prawdziwego "Ja". Odkrywamy, że mamy wyidealizowany obraz siebie, który ma niewielkie podparcie w faktach i "rezultatach". Jednakże przykrywamy to wszystko "wiarą" w swój idealny obraz i swoje kłamstwa, że JESTEŚMY tym iluzorycznym ja.

Wracamy do faktu przypisywania sobie właściwości, których nie posiadamy, gdybyśmy je bowiem mieli, nasze życie dokładnie odzwierciedlałoby nasz obraz siebie. Nasze kłamstwa o tym, co naprawdę się dzieje w naszym życiu, są tym, czego zwykle używamy do "łatania" swojego ego racjonalizacjami i usprawiedliwieniami, które ukrywają przed nami fakt, że tak naprawdę nie możemy nic ZROBIĆ, ponieważ nie mamy Bycia.

Zasadniczo, aby uniknąć bólu zdania sobie z tego sprawy, ludzie będą zażywać narkotyki, zarówno te chemiczne, jaki i duchowe. Kwestia jedynie rodzaju i stopnia.

Kiedy ten, kto zaczął rozwijać przenikliwość w stosunku do swojego ja, nauczy się już rozróżniać pomiędzy własnymi kłamstwami, a tym, co jest w nim prawdziwe, może zacząć rozciągać tę umiejętność na zewnętrzną wiedzę. W tym momencie informacje i obserwacje, które zbiera bez przyjętego z góry nastawienia, utworzą "jednostkę-ligandę wiedzy". Kiedy tak się stanie, kiedy ostatecznie "fragment układanki" wskoczy w odpowiednie miejsce rozumienia, WTEDY uruchamia się cała lawina spraw, dokładnie jak to ma miejsce w ciele, kiedy ligand wiąże receptory.

W tym momencie stan ulega zmianie. Prowadzi nas to do najbardziej ekscytującej informacji o procesie "oddzielania mleka od śmietany".

Czasem zdarza się, że informacja przekazana przez ligandy do wnętrza komórki zawiera instrukcje włączenia i wyłączenia specyficznych genów w komórce. Ten sam gen, w zależności od warunków, może wytworzyć wiele wariacji danej cechy i wpłynąć na ekspresję innych genów. Co więcej, jest dowiedzionym naukowo faktem, że zmiany w myśleniu i zachowaniu odzwierciedlają się w zmianach w synapsach.

Wykazano, że potencjały elektryczne uwalniają serotoninę do zakończeń synaptycznych, istnieje również wystarczająco wiele dowodów - choć nie w pełni potwierdzonych przez naukę - na to, że wstrząsy elektryczne wywołują u człowieka zmiany, które, jak już wcześniej opisywaliśmy, przejawiają się jako "nadnaturalne zdolności", dlatego też musimy się tu zatrzymać i rozważyć tę kwestię. Jak również zauważyliśmy, "włączenie się" tych właściwości - czy to w wyniku genetycznego wypadku, wstrząsu elektrycznego, czy też uderzenia w głowę - niekoniecznie musi wiązać się z poziomem duchowym takiego człowieka. Możemy więc przypuszczać, że uwolniona wskutek wstrząsu elektrycznego serotonina musi w jakiś sposób "pomijać jeden etap" w naturalnym procesie aktywacji DNA, który w mniejszym lub większym stopniu może potencjalnie zajść u każdego z nas.

Innymi słowy, czy istnieje naturalny proces uwalniania dużych ilości serotoniny wraz z pozostałymi ligandami, który może dosłownie włączyć DNA i w efekcie aktywować szerokie spektrum "paranormalnych" zdolności, a który jednocześnie ma bezpośredni związek z dojrzałością duchową?

Można by długo jeszcze mówić o niezwykle interesujących potencjalnych możliwościach DNA, ale zostawimy na razie ten temat, ostrzegając jedynie, że niepowodzenie w prawidłowym "oddzieleniu" śmietany od mleka oznacza, że Poszukiwacz nie dotrze nawet do punktu, w którym będzie mógł zebrać śmietanę i wykorzystać ją. Co gorsza, aczkolwiek "wiązanie się" z tym, co fałszywe, może wywołać tymczasowe "uczucie zadowolenia", jednak na dłuższą metę nie tylko zablokuje to możliwość wiązania Prawdy, ale i utrwali się, całkowicie niwelując możliwość postrzegania, czy też wiązania prawdy. Każda pojedyncza decyzja zaakceptowania czegoś jako Prawdy, na przykład czegoś, co jest jedynie przypuszczeniem, jest psychicznym ligandem wiążącym się z duchowym receptorem. Wiara w coś, co jest kłamstwem, jest na poziomie mózgu odpowiednikiem "fałszywego" liganda, jak heroina. Po jakimś czasie nie ma już miejsca, gdzie Prawda mogłaby się przyłączyć lub osadzić, a sytuacja Poszukiwacza staje się gorsza niż przed rozpoczęciem poszukiwań - analogicznie jak człowiek, który nadużywając alkoholu lub narkotyków stał się rynsztokowym menelem, miał się znacznie lepiej, zanim wpadł w nałóg. Faktem jest, że kłamstwa SĄ uzależniające i to nie bez powodu.

Aczkolwiek w kategoriach poszukiwania świętego Graala, jak i alchemicznego dążenia do znalezienia Kamienia Filozoficznego - podobnie jak w przypadku możliwości ciała, kiedy w wyniku wysyłania sygnałów do komórki powstają pewne naturalne (duchowe) ligandy, aby aktywować "uśpione DNA" - zdolności mogą zostać odblokowane, nawet z metapsychicznymi zdolnościami i mocami włącznie. A te metapsychiczne zdolności umieszczają Poszukiwacza na zupełnie innym poziomie. Skutecznie dokonał on Skoku Kwantowego w kategoriach Stanu Świadomości.

Od pewnego wtajemniczonego dowiadujemy się:

"Organy, które niosą i emanują siłę twórczą, mogą ją manifestować jedynie w doskonałej jedności - doskonałym małżeństwie - boskich i materialnych częstotliwości. Ten przewodnik siły, naładowany boską częstotliwością, to "Arka Przymierza"."

Z pewnością to nie wszystko na ten temat, ale na razie wystarczy wiedzieć, że zasada "jak na górze, tak na dole" przejawia się na wszystkich płaszczyznach, a wiedza naukowa zdecydowanie może przyczynić się do duchowego rozumienia. Jak powiedzieli Kasjopeanie: "Nauka jest w rzeczy samej najbardziej duchowa!" Jeśli chodzi o gromadzenie wiedzy, Kasjopeanie powiedzieli:

Subtelne odpowiedzi, które wymagają wysiłku dokonania szczegółowej analizy, sprzyjają wzmożonemu uczeniu się. Uczenie się jest drążeniem, zgłębianiem, po którym następuje potwierdzenie wiedzy poprzez odkrycie. Uczenie się jest niezbędne dla wzrostu duszy. w taki sposób budujesz swoje centrum mocy. Cierpliwość jest w interesie poszukiwacza ukrytej wiedzy. Przeszukaj swoje "materiały".

Georgij Gurdżijew omawiał kwestię "ligandów duszy" w kategoriach "wrażeń". Zwrócił uwagę, że wrażenia są swego rodzaju "pożywieniem".

Z każdym zewnętrznym wrażeniem, czy w formie dźwięku, widoku czy zapachu, otrzymujemy z zewnątrz pewną iIość energii, pewną liczbę wibracji [...] Dla swojej normalnej egzystencji organizm musi otrzymywać wszystkie trzy rodzaje pokarmu, czyli pokarm fizyczny, powietrze i wrażenia. [...] Ale wzajemne stosunki między tymi pokarmami i ich znaczenie dla organizmu nie są takie same. [...] Napływ wrażeń z zewnątrz stanowi swoisty pas napędowy, który przekazuje nam ruch.[...] Wraz z naszymi wrażeniami przyroda przekazuje nam energię, dzięki której żyjemy, poruszamy się i mamy nasze bycie.

Następnie Gurdżijew przechodzi do "samoobserwacji" jako narzędzia, dzięki któremu z "wrażeń" uzyskuje się lepszej jakości energię. W tym momencie, żeby wyjaśnić, co dokładnie należy uczynić, bardzo pomocna okazuje się praca Murawiewa. Omawia on wrażenia w kategoriach wpływów "A" i "B" oraz trzech Sił Tworzenia. Pisze on:

Te trzy fundamentalne warunki Kreacji manifestują się we Wszechświecie w formie trzech podstawowych zasad życia: zasady statycznej, dynamicznej i neutralizującej.

Wszystko w stworzeniu można analizować i studiować z perspektywy tych trzech praw, które manifestują się w analogiczny sposób do tych, jakie opisaliśmy przedstawiając warunki stworzenia świata. Dotyczą one wszystkich poziomów Kosmosu w takim samym stopniu. Klasycznym przykładem, przedstawianym przez szkoły ezoteryczne w celu ukazania roli tych trzech sił, jest chleb. By upiec chleb, musimy mieć mąkę, ogień i wodę. W tym przykładzie mąka jest przewodnikiem siły pasywnej, ogień siły aktywnej, a woda siły neutralizującej.

Należy od razu zaznaczyć , że substancja, która w jednym przypadku służy jako przewodnik dla siły pasywnej, w innych sytuacjach może być tym przewodnikiem.[.]

Jeśli połączenie sił pozostaje niepłodne, oznacza to, w sensie ezoterycznym, że ich współpraca nie było kompletna. Błąd mógł być spowodowany przez jedną z trzech sił, przez dwie z nich, a nawet przez wszystkie trzy. Analiza, dokonana z perspektywy danego prawa, może w dużym stopniu pomóc w określeniu jednej lub wielu przyczyn porażki. Na przykład, z tą samą dobrą mąką, chleb może być niedobry lub niejadalny, jeśli dodaliśmy za dużo - lub niewystarczająco dużo - wody albo jeśli płomień był za mały lub za duży.[.]

Ta [analogia] pozwala uchwycić nam sens i efekt pewnego prawa uzupełniającego w stosunku do Prawa Trzech. Widzimy, że z tą samą mąką - w naszym przypadku siłą pasywną - możemy ponieść porażkę w wyniku błędnego współdziałania siły aktywnej (Ognia), siły neutralizującej (Wody), lub obu równocześnie.[.] Siła pasywna zawiera wszystkie możliwości dla utworzenia zjawiska, podczas gdy siła aktywna ingeruje jako realizator, a siła neutralizująca jako regulator relacji pomiędzy dwoma pozostałymi siłami, określając optymalną dawkę każdej z nich. To wyjaśnia i uzasadnia fakt, że dominującą siłą w świecie zjawisk jest siła pasywna.

Zwróćmy uwagę, że ów prymat jest bezpośrednim rezultatem warunków towarzyszących pierwszej Kreacji. By przejść ze stanu nieprzejawionego - jednobiegunowego, skupionego na unikalnej świadomości Ja, w której Boskość pozostaje przed Stworzeniem Świata - lub wykroczyć z niego, pierwszą Ideą, która sprawia, że Boskość wychodzi ze stanu nieprzejawionego, żeby się zamanifestować się, jest nieodłącznie idea Ty. Trzecią siłą tej idei, poczętej z boskiego poświęcenia Samoograniczenia, jest Miłość, siła neutralizująca.[.]

I tak oto, od początku Stworzenia boskie istnienie staje się dwubiegunowe, gdzie Miłość, będąca siłą neutralizującą, podtrzymuje relację pomiędzy uniwersalnym "Ja" a uniwersalnym "Ty"[.]

Kiedy jakaś substancja pełni rolę przewodnika dla siły pasywnej, nazywamy ją Tlen (O). Kiedy służy jako przewodnik dla siły aktywnej, nazywamy ją Węgiel (C). Kiedy służy jako przewodnik dla siły neutralizującej, nazywamy ją Azot (N). Kiedy substancja Rozpatrywana jest niezależnie od sił, dla których jest przewodnikiem, nazywamy ją Wodór (H). [.]

Wiemy, że niższe centrum intelektualne ma strukturę dwubiegunową. Struktura ta jest idealnie dostosowana do tego, co w Tradycji prawosławnej nazywa się "Światem". Ów "Świat" w całości składa się z wpływów "A" [.]. Ten świat, w którym żyjemy, jawi się ludzkiej Osobowości jako jedyna rzeczywistość, lecz faktycznie jest względny, wręcz iluzoryczny. [.] jak już stwierdziliśmy, wszystkie [wpływy] "A" mają swoje odpowiedniki, które je neutralizują - [wpływy "B"]. Symbolizuje to stworzenie świata, rozpoczynając od Zera, poprzez podział na dwie grupy sił tej samej wielkości, ale o diametralnie przeciwnym kierunku.

Dwubiegunowa struktura inteligencji, dokładna kopia struktury "Świata", pozwala człowiekowi na studiowanie i rozpoznanie wszystkich wpływów "A", by mógł nabrać rozeznania w ich najbliższym i najdalszym obszarze działania, by mógł wykorzystać swoje umiejętności do poszukiwania, kalkulowania, łączenia, interweniowania, działania, a nawet tworzenia, w granicach obszaru oddziaływania tych wpływów.

Jednak wiemy, że "Świat" ten jest, w zasadzie, iluzoryczny, że wpływy "B" reprezentują jedyną trwałą rzeczywistość w życiu. Czyż Jezus nie powiedział: "Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną".

To zrozumiałe, że jest to kwestia dwóch światów, które przenikają się wzajemnie: świata stworzonego w całości z wpływów "A" - "ziemi" - i świata ezoterycznego - "nieba" - ukształtowanego przez wpływy "B".

Studiując uważnie rolę trzech sił, poszukiwacz wyćwiczy się w rozpoznawaniu oddziaływań wpływów "A" i "B" oraz w ich odróżnianiu. Jest to jeden z zasadniczych elementów reedukacji, o której mówiliśmy wcześniej.[.]

To właśnie dzięki absorbowaniu wpływów "B" - boskich wpływów z wyższych poziomów, które w konsekwencji są potężniejsze - oraz przez pełne do nich zaufanie, jak również poprzez składanie świadectwa pojętności i oddania, zostaniemy wyzwoleni spod dominacji wpływów "A", którymi rządzi Prawo Ogólne, wspomagane przez Prawo Przypadku.

Ten, kogo wysiłki zostaną ukoronowane sukcesem - kto osiąga wyższe poziomy bycia - jest natychmiast wykorzystywany do wzięcia udziału w kierowaniu i rozwoju danego poziomu niższych sił Kosmosu.

Mówiąc ogólnie, będzie musiał wykonać zadanie - w ramach misji - należące do domeny wpływów "A". Ponad wszystko inne, zadanie to będzie wymagać studiowania dwubiegunowego świata. Inteligencja jest jedynym narzędziem, jakie posiadamy i dzięki któremu osiągniemy ten cel. Oto prawdziwy powód jej istnienia, jak również powód, dla którego jej struktura dokładnie odzwierciedla świat wpływów "A". Zatem, instrument ten umożliwia człowiekowi, zgodnie z zasadą Platona, uchwycenie i poznanie podobnego przez podobne.

Mając to na uwadze, student nauk ezoterycznych musi się mieć na baczności, żeby nie popaść w skrajności przedstawiane w niektórych nauczaniach. Nie powinien wzgardzać swoimi intelektualnymi zdolnościami ani ich lekceważyć. Inteligencję trzeba rozwijać i wyostrzać do granic możliwości, by stała się ostra jak czubek igły. Nie wolno jednak zapomnieć, że Osobowość, pomimo złożonej struktury i wielu możliwości, jest jedynie instrumentem, którego działanie jest czysto mechaniczne. Z tego właśnie powodu nie wie i nigdy nie będzie wiedzieć niczego z pewnością w sprawach ezoterycznych. Agnostyczna z natury i zaabsorbowana zjawiskami, przez swoją formę i działanie jest ograniczona do trzech wymiarów. Choć niezdolna do przekroczenia tych ograniczeń, szczerze bierze świat wpływów za jedyną rzeczywistość.

Chciałabym spróbować rzucić nieco światła na zagadnienie Trzech Sił i Wrażeń, oraz wpływów "A" i "B", którym tak wiele uwagi poświęcili Gurdżijew i Murawiew, lecz będzie to wymagać małego wstępu.

Zaczniemy od pytania: kim byli Celtowie? Ze szkoły nie wiemy o nich praktycznie nic, choć wydaję się, że uważa się ich za przodków większości Europejczyków, a zatem i Amerykanów. Dlaczego więc nasze życie zdominowane jest przez religię i kulturę regionów Mezopotamii, kiedy są one na dobrą sprawę "obce"?

Początki pisanej literatury celtyckiej, włączając w to mity, opowieści i poematy, datuje się głównie na czas Średniowiecza. Oparta jest ona na tradycji ustnego przekazu, sięgającego daleko poza erę chrześcijańską. Z przetrwałych tekstów bardzo trudno jest uzyskać jasny obraz przedchrześcijańskich Celtów, nie tylko ze względu na typową mieszankę mitu i rzeczywistości oraz upływ czasu, lecz również dlatego, że Imperium Rzymskie próbowało je zniszczyć - najpierw Cezar, a następnie Kościół Rzymski.

Jednak kiedy dokładnie studiuje się to, co pozostało, odnosi się wrażenie, że byli to dynamiczni, nieco niezdyscyplinowani ludzie. Celtowie byli dumni, obdarzeni wyobraźnią, artystyczni, kochali wolność i przygodę, elokwencję, poezję i sztukę. Celtyckie wpływy zawsze można rozpoznać dzięki wspaniałym talentom artystycznym tego ludu.

Celtowie byli BARDZO podejrzliwi w stosunku do wszelkiego scentralizowanego "autorytetu", co ostatecznie doprowadziło do ich upadku. Nie mieli szans w starciu z hierarchiczną maszyną wojenną Rzymskiego Imperium. W pewnym sensie można by powiedzieć, że w taki właśnie sposób Hitler niemalże podbił Europę, a zwłaszcza Francję. Galowie traktowali kwestię wolności i równości BARDZO poważnie - aż po zwykłego człowieka z ulicy, który w żadnym stopniu nie czuł się niższy od premiera.

Jeden z pierwszych historyków epoki rzymskiej, Juliusz Cezar, mówi nam, że społeczeństwem Celtów rządzili druidzi. Druidzi "posiadali całą wiedzę". To oni prowadzili WSZELKĄ intelektualną działalność i nie ograniczało się to tylko do religii jako takiej, co sugeruje nam, że "religia" i "wiedza" - przy mniej lub bardziej naukowym podejściu - były uznawane za nieodzowne dla siebie nawzajem, symbiotyczne.

Dopiero późniejsi pisarze zaczęli oczerniać Celtów, oskarżając ich o typowe rzeczy, o jakie oskarża się tych, kogo chce się zdemonizować: o ofiary z ludzi, homoseksualizm i tak dalej. Większość tych niedorzeczności sięga aż do Posejdoniosa, który był cytowany jako "autorytet" przez każdy inny późniejszy "autorytet" w dziedzinie Celtów. Niestety, po bliższym przyjrzeniu się postaci Posejdoniosa okazuje się, że nie miał on zielonego pojęcia na ten temat i prawdopodobnie zmyślał, żeby zrealizować ukryte plany.

Brak pisemnych świadectw Celtów stanowił dla historyków i studentów zajmujących się tym zagadnieniem największy problem. Wiele pojęć jest "domniemanych", polegano też na starożytnych źródłach zainfekowanych rozmyślnymi przekłamaniami, niektóre z nich sugerują nawet, że istniało nałożone przez Celtów "tabu" na tworzenie zapisków.

Przypuszczam, że gdyby nadszedł kres naszej cywilizacji i wszystkie nasze zapisy na nośnikach magnetycznych uległy zniszczeniu, ludzie mogliby mówić, że my również niczego nie zapisywaliśmy.

Napisano wiele nonsensów na temat tego, DLACZEGO Celtowie niczego nie zapisywali, a największym z nich, zważywszy na to, co wiemy na temat ich kultury, jest utrzymywanie, że w ten sposób druidzi "utrzymywali swą władzę", albo też że wierzyli w coś tak głupiego jak" "gdyby święte mity zostały ujawnione, nastąpiłoby ich sprofanowanie i co za tym idzie, straciłyby swe mistyczne właściwości".

Cezar powiedział, że powodem zakazu zapisywania była troska druidów o to, żeby ich uczniowie nie zaniedbywali treningu pamięci, tzn. płata czołowego, polegając na tekstach pisanych. Omówiliśmy produkcję ligand i ich potencjał odblokowania DNA. Wydaje się bardzo interesującym, że to, czego dowiedzieliśmy się od Kasjopean, z alchemicznych tekstów, z własnego doświadczenia i z badań - że kluczem do transformacji jest "myślenie młotem" - stanowiło integralną część druidzkiej inicjacji.

Warto odnotować, że w XIX wieku zaobserwowano, iż niepiśmienni jugosłowiańscy bardowie, którzy potrafili recytować niekończące się poematy, utracili tę zdolność zapamiętywania, kiedy zaczęli polegać na czytaniu i pisaniu.

Choć druidzi zabronili zapisywania pewnych rzeczy, jasnym jest, że PISALI. Na starożytnych kamieniach odkryto liczne celtyckie adnotacje w piśmie ogamicznym. Cezar wspomina, że kiedy Rzymianie dotarli do Galii w I wieku p.n.e., Celtowie używali greckiego alfabetu.

Jednakże wiedza inicjowanych była przekazywana w całości ustnie, a z informacjami o ligandach i receptorach zaczynamy rozumieć, DLACZEGO.

Zniszczenie kultury celtyckiej było tak całkowite, że bardzo niewiele wiemy o ich religii. Wiemy, że odprawiali swoje "rytuały" w lasach i nad jeziorami, bez wznoszenia jakichkolwiek ukrytych świątyń czy posągów bożków. Tacyt podaje:

Nie uważają oni, by było zgodne z boskim majestatem zamykanie bóstwa pośród ścian lub przedstawianie go na podobieństwo ludzkiego oblicza. Ich świętymi miejscami były lasy i gaje, a imiona swoich bóstw przypisywali ukrytej obecności, widzianej jedynie oczyma szacunku.

Platon miał wątpliwości co do źródeł dzieł Homera, ponieważ nie tylko fizyczne opisy w jego poematach nie odpowiadały światu greckiemu, lecz również filozofia Homera bardzo różni się od głównego nurtu filozofii greckiej, jaką teraz znamy. Ta ostatnia oparta jest na dualizmie dwóch przeciwstawnych elementów, tezy i antytezy, zła i dobra, życia i śmierci, ciała i duszy itd. pomijając ideę Trzeciej Siły.

Od czasów Platona wielokrotnie próbowało wyprowadzić "syntezę" z tych przeciwstawnych elementów, z marnym skutkiem. Wiele razy przywoływano "Trzecią siłę" Gurdżijewa, bez powodzenia w próbach jej zrozumienia. Być może pomocne okaże się to, co możemy wydobyć z nauczań celtyckich.

Według Homera filozofia starożytnego świata uwzględniała istnienie trzeciego elementu, który łączył ze sobą dwa elementy przeciwstawne. Pomiędzy ciałem i duszą istnieje duch. Pomiędzy życiem i śmiercią jest osiągalna dla człowieka transformacja, pomiędzy ojcem i matką jest dziecko, które otrzymuje cechy obojga, ojca i matki, a pomiędzy dobrem i złem pojawia się SPECYFICZNA SYTUACJA, która decyduje, co jest czym i co należy zrobić.

Innymi słowy, w każdej sytuacji istnieją trzy determinanty, które uniemożliwiają stwierdzenie, że cokolwiek jest z natury "dobre" lub "złe", a prawdziwym tego wyznacznikiem jest sytuacja.

W każdym razie symbolem tej filozofii jest triskelion, przedstawiający trzy połączone fale.

To równoczesne istnienie trzeciego elementu nie oznacza wcale, że w prawie celtyckim nie istniało albo nie było odzwierciedlone pojęcie "dobra" i "zła". Było oczywiste, że rozumiano, iż z perspektywy prawa nic nie może być "oczywiste i bezdyskusyjne", każda sytuacja jest unikatowa i należy starannie ważyć okoliczności.

Arystoteles uważał Galię za "nauczyciela" Grecji, a druidów za "twórców filozofii". Grecy uważali druidów również za najwspanialszych na świecie uczonych, których matematyczna wiedza była źródłem informacji Pitagorasa.

Widzimy zatem, że istnieje inny sposób myślenia o "trzech siłach". I tak wracamy znowu do "przenikliwości", będącej funkcją wiedzy. Zdolność do "asymilowania wpływów B", jak to opisuje Murawiew, zależy od oceny Wrażenia w specyficznym kontekście, w jakim jest doznawane. Można to przedstawić w bardzo prosty sposób: Czy jest to Prawda, czy Kłamstwo, a jeśli jest to któreś z nich, to które ma większe powinowactwo do świata ducha, czy też Miłości?

Są tacy, którzy myślą, że prawda i kłamstwa są zawsze statyczne, że kłamstwo jest kłamstwem i będzie kłamstwem, i żeby być "dobrym", należy ZAWSZE mówić "prawdę". Jednak nie zawsze jest to takie proste. Weźmy na przykład Francję podczas nazistowskiej okupacji. Bez wątpienia wielu ludzi zaangażowanych w ruch oporu regularnie kłamało na temat swoich planów i działalności. Różnicę w ich kłamstwach stanowiła INTENCJA i SPECYFICZNA SYTUACJA. W takich warunkach powiedzenie prawdy nazistowskiemu żołnierzowi, który użyłby jej do zniszczenia towarzyszy z ruchu oporu, byłoby "złe", a kłamanie byłoby "dobre". Ten prosty przykład powinien dać czytelnikowi dużo do myślenia, jeśli chodzi o upowszechnioną wiarę w prezentowanie "dobra i zła" w czarno-białych kategoriach.

Wracając do przykładu z pieczeniem chleba: w niektórych przypadkach mąka mogłaby być "prawdą", ogień "kłamstwem", a woda specyficzną sytuacją, w której oba te elementy się spotykają i wzajemnie na siebie oddziałują. Jeśli Wrażenia są "pokarmem", ta zasada powinna być starannie rozważona w chwili "pobierania Wrażeń" lub "asymilowania wpływów "B"". Wiemy już bowiem, że jest to proces stosowania Prawa Trzech do danej sytuacji lub dynamizmu w naszym życiu i "Myślenie Młotem". Zaczynamy również rozumieć że Miłość, jak i Bóg, ma wiele obliczy w Stworzeniu. Zdajemy sobie także sprawę, dlaczego taka wiedza jest zarezerwowana dla wtajemniczonych - jakże łatwo jest przekręcić, wykoślawić i niewłaściwie wykorzystać takie rozumienie.

 

Rozdział 3

Home


Właściciele oraz wydawcy niniejszych stron pragną oświadczyć, że materiał tu prezentowany jest wynikiem ich badań i eksperymentu w Komunikacji Nadświetlnej. Zapraszamy czytelnika by przyłączył się do naszego poszukiwania Prawdy poprzez czytanie z otwartym, ale sceptycznym umysłem. Nie zachęcamy tu do "dewotyzmu" ani też do "Prawdziwej Wiary". Zachęcamy STANOWCZO do poszukiwania Wiedzy oraz świadomości we wszystkich obszarach działania jako najlepszego sposobu, by być w stanie odróżnić kłamstwa od prawdy. Jedno co możemy powiedzieć czytelnikowi: pracujemy bardzo ciężko, wiele godzin na dobę, i czynimy tak od wielu lat, by odkryć "sedno" naszej egzystencji na Ziemi. Jest to nasze zajęcie, nasze poszukiwanie, nasza praca. W sposób ciągły szukamy potwierdzenia oraz/lub pogłębiamy zrozumienie tego, co uważamy albo za możliwe, albo za prawdopodobne lub za jedno i drugie. Czynimy tak ze szczerą nadzieją, że ludzkość jako całość skorzysta z naszej pracy, jeśli nie teraz , to przynajmniej w jakimś punkcie w jednej z naszych prawdopodobnych przyszłości.

Skontaktuj się z administratorem serwera pod adresem cassiopaea.com
Prawa Autorskie (c) 1997-2005 Arkadiusz Jadczyk oraz Laura Knight-Jadczyk. Wszystkie prawa zastrzeżone. "Cassiopaea, Cassiopaean, Cassiopaeans," są zastrzeżonym znakiem handlowym Arkadiusza Jadczyka oraz Laury Knight-Jadczyk.
Listy adresowane do Kasjopei, szkoły QFS, Arkadiusza lub Laury, stają się własnością Arkadiusza Jadczyka i Laury Knight-Jadczyk
Wtórne publikacje oraz wtórne rozpowszechnianie zawartości niniejszego ekranu lub dowolnej części niniejszej witryny w dowolnej formie jest stanowczo zabronione bez wcześniejszej pisemnej zgody autorów.

Jesteś gościem o numerze .