HOME



Drogi Czytelniku,

Jeśli szczerze interesuje Cię to, co publikujemy, i uważasz, że warto udostępniać ten materiał w wersji polskojęzycznej, a znasz angielski i znajdziesz trochę czasu - zapraszamy do współpracy!

Poszukujemy osób chętnych do współpracy przy przekładzie książki "The Secret History of the World" i do kilku innych projektów.

UWAGA!
Przeczytaj, zanim napiszesz do nas, albo jeśli nie otrzymałeś odpowiedzi.


Napisz do nas...


Kasjopea

Wstęp: 0 - 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7

Kim są Kasjopeanie?

Zakochana egzorcystka - Opowieść wielu możliwości - Thomas French,
St. Petersburg Times

Najgroźniejsza idea na świecie

Forum Cassiopaea (anglojęzyczne)


- Polska strona Éiriú Eolas


FALA

Część:
0 - 1 - 2 - 3 - 4 -
  - 5 - 6 - 7 - 8 - 9 -
  - 10a - 10b - 10c -
  - 11 - 11b - 11c -
  - 11d - 11e - 11f -
  - 11g - 11h - 11i - 11i
  - rozdział 22 - 22 b


Psychopatia

Fragmenty "Psychopatologii"
PSYCHOPATA – Maska zdrowia psychicznego
Czym jest psychopata?
Protokoły patokratów
Oficjalna kultura - naturalny stan psychopatii?

Na blogu PRACowniA:

Ponerologia polityczna

Psychopatia Schizoidalna (fragment Ponerologii politycznej)
Charakteropatie - paranoidalne i in.
Ponerologia polityczna (Time for change)
  - cz. 2: Rola ideologii w rozwoju złowrogich reżimów (patokracji)
Nuda albo ekscytacja - rzecz o psychopatach
Strukturalna teoria narcyzmu i psychopatii - Laura Knight-Jadczyk
O "Ponerologii politycznej" - Laura Knight-Jadczyk, cz.1


Ezoteryka

Kasjopeanie odpowiadają na pytania o "Wniebowstąpienie"

Kasjopeanie na temat centrów energetycznych i czakramów - Laura Knight-Jadczyk

Historia seksu i uwagi ogólne - Lama Sing

Okłamywanie się, czyli stan ludzkiej maszyny - Henry See

Pierwsze wtajemniczenie - Jeanne de Salzmann

Rola negatywnych emocji w pracy nad sobą - Laura Knight-Jadczyk

Uwagi na temat niewłaściwej pracy centrów - Maurice Nicoll

Umiejętność rozeznania - Świat wewnątrz diabła

Borys Murawiew - Gnoza - fragmenty

Komentarz na temat "Gnozy" Murawiewa
  - Część 1


9/11 i nie tylko


VIDEO - Atak na Pentagon

Komentarze na temat Ataku na Pentagon - Laura Knight-Jadczyk

Teorie konspiracyjne rozkwitają w Internecie - Carol Morello, The Washington Post

Jakiś potwór tu nadchodzi

Osama, Szwadrony Śmierci i Największe Kłamstwo Wszechczasów


Tajemna historia świata


VIDEO - Tajemna historia świata

książka dostępna w języku:
english - français - espanol

polskim:

* Przedmowa
* Wstęp
* Rozdział 1 (a) (b)
* Rozdział 2 (NOWOŚĆ!)
* Rozdział 3
* Rozdział 4



Wysoka dziwność

książka dostępna w języku:
english - français

* Rozdział 1
* Rozdział 2
* Rozdział 3


Arkadiusz Jadczyk


Nasz BLOG PRACowniA z uzupełniającymi materiałami:

PRACowniA


Sztuka iluzji


Korespondencja
z Czytelnikami


Transkrypty sesji:

Rok: 1994 - 1995 - 1996 - 1997 - 1998-2001

Rok: 2011

Rok: 2012

Stary Index i niezweryfikowane sesje z 1994-95

 



Napisz do nas...


"Nie bójcie się o ścieżkę prawdy, bójcie się o brak ludzi, którzy nią kroczą."
Robert Francis Kennedy


"Przeczytałem dzisiaj wiadomości, o ludzie..."
John Lennon


Tyrania, która osiągnęła największy sukces to nie ta, która używa siły do zapewnienia jednorodności, ale ta, która usuwa ze świadomości inne możliwości i sprawia, że wydaje się niewyobrażalne to, iż istnieją inne drogi, i która usuwa poczucie, że istnieje coś poza tym.
Allan Bloom
Zamykając amerykanski umysł


"Niebezpiecznie jest mieć rację w sprawach, w których ustanowione władze się mylą."
Voltaire


Wiara świadomości jest wolnością
Wiara uczuć jest słabością
Wiara ciała jest głupotą.

Miłość świadomości wywołuje taką samą reakcję
Miłość uczucia wywołuje przeciwną
Miłość ciała zależy jedynie od typu i biegunowości.

Nadzieja świadomości jest siłą
Nadzieja uczuć jest niewolnictwem
Nadzieja ciała jest chorobą.
Gurdżijew


Metoda nauki ezoterycznej jest taka sama jak nauki pozytywnej: obserwacja, krytyczna analiza tejże obserwacji i rygorystyczna dedukcja w oparciu o ustalone fakty.
Murawiew, Gnoza vol.1


Zycie jest religią. Doświadczenia życiowe odzwierciedlają sposób, w jaki wchodzi się w interakcję z Bogiem. Ci, którzy są uśpieni, to ci, którzy prezentują małą wiarę w swych interakcjach z kreacją. Niektórzy myślą, że świat istnieje, by mogli go przezwyciężyć, zignorować lub wyłączyć. Dla tych jednostek światy przestaną istnieć. Staną się oni dokładnie tym, co sami wnoszą w życie. Staną się jedynie snem w 'przeszłości'. Ludzie, którzy zwracają dokładnie uwagę na rzeczywistość obiektywną, na prawo i lewo, staną się rzeczywistością 'Przyszłości'.
Kasjopeanie, 28-09-2002


Otrzymywanie informacji o nowościach na witrynie!

Kanał RSS Kasjopea




Cykl Artykułów Pod Tytułem

FALA

Rozdział XVIII

Wszystko co jest, to lekcje...
albo
Włóczenie się po trzeciej gęstości może być niebezpieczne dla zdrowia!


Cofnijmy się odrobinę i skupmy uwagę na innym ciągu wydarzeń, które rozgrywały się równolegle do wydarzeń opisanych w poprzednim rozdziale, dotyczyły tych samych osób i kulminowały tuż przed tym, jak podjęłam decyzję odsunięcia się od tej zgrai ludzi z Reiki/ Kościoła Metafizycznego. Ten cykl "lekcji" obejmował fakt, że Louise przyjęła inicjację na Mistrza Reiki. Odbyło się to zabawnie.

Jak powiedziałam, Mistrz Reiki, która inicjowała nas wszystkich, była uczennicą Takaty - starsza pani, dobrze znana w metafizycznym światku w Virginia Beach. Przybyła na Florydę, kiedy tylko Louise zdołała zebrać dostatecznie wielu zapalonych uczniów, po czym spędziła trzy dni ucząc ich i dostrajając. Była uważna i dokładna - prawdziwa encyklopedia wiedzy o Reiki. Była w posiadaniu kopii dzienników i osobistych zapisków Takaty, miała też książki, które od tamtego czasu napisano na temat Reiki, z adnotacjami autentycznych uczniów Takaty. Z informacji tych dawało się wywnioskować, że w nauczaniu Reiki nastąpił był zdecydowany "rozłam". Pewne osoby podjęły się "zmienienia" oryginanalnego dzieła czy "dodania czegoś" do niego (na ile udało mi się ustalić, twierdziły one, że to w wyniku "inspiracji" otrzymanej od Boga albo z jakiegoś channelowanego źródła).

Loise w napięciu oczekiwała na swoją inicjację mistrzowską, ale z jakiegoś powodu nasza mistrzyni Reiki nie chciała jej tej inicjacji udzielić. Nie mam pojęcia, na czym oparła swoją decyzję, wiadomo było jednak, że Takata również bardzo przebierała w osobach, którym miała udzielić inicjacji na Mistrza. Będąc wtajemniczoną przez Takatę, nasza Mistrzyni Reiki powiedziała nam, że po śmierci Takaty para jej uczniów, którym Takata odmówiła dostrojenia do stopnia mistrzowskiego, przekonała jej spadkobierców do wydania "Oficjalnej Listy" Mistrzów Reiki "inicjowanych osobiście" przez Takatę, ale tak przerobionej, żeby włączała ich. Sugerowano, że stały za tym pieniądze, ale nic więcej nie potrafię na ten temat powiedzieć, bo są to w końcu jedynie pogłoski, a nie "twarde dowody". Nasłuchałam się jednak sporo na ten temat od naszej Mistrzyni Reiki i nie widzę żadnego powodu, żeby uważać, iż wymyśliła sobie tę historię.

W efekcie, pewni ludzie utrzymywali, że otrzymali nie tylko inicjację mistrzowską bezpośrednio od Takaty, ale również pewne "tajne przekazy", co tak naprawdę nie miało miejsca. Nasza Mistrzyni Reiki powstrzymała się od nazwania ich kłamcami i oszustami, ale było jasne, że to właśnie miała na myśli. Powiedziała nam, że to ci sami ludzie "zmienili" oryginalny materiał i techniki i "dodali coś do nich", dodając nawet nowe "stopnie" inicjacji, tak żeby mieć więcej inicjacji, a zatem i więcej na tym zarobić. Później wielu ludzi prowadziło "seminaria" Reiki, gdzie można było zostać Mistrzem w trzy dni albo i szybciej! Nasza Mistrzyni Reiki jasno się na ten temat wypowiedziała: Inicjacji należy udzielać po wieloletnim okresie, inaczej nie "chwycą" we właściwy sposób. Każdy stopień musi być obserwowany przez Mistrza, żeby ten mógł określić, kiedy i czy następny poziom będzie mógł zostać "przyswojony".

A było to tak: Louise pragnęła stopnia mistrzowskiego i usłyszała, że nie jest jeszcze gotowa. Pracowała z całych sił, żeby zebrać uczniów i organizować seminaria do zajęć Reiki i była nieco poirytowana, jako że Mistrzyni Reiki nie odpowiedziała na jej ciężką pracę udzieleniem jej mistrzowskiej inicjacji. Louise postanowiła więc wziąć sprawy w swoje ręce.

W Clearwater (Floryda) był pewien Mistrz Reiki, który przyjął inicjacje w "linii" kogoś, o kim mówiono, że "zmienił" przekaz Teiki albo coś do niego "dodał". (W rzeczywistości, jak ja to rozumiem sądząc po ilości książek i po ogromnym wysiłku włożonym w promocję, to właśnie jego przekazy są w Stanach najlepiej obecnie znaną wersją). Louise czyła się więc urażona odmową naszej Mistrzyni Reiki i zdecydowała zgłosić się po inicjację do tego Mistrza "zmienionej" linii.

Kiedy już otrzymała swoją inicjację, zaproponowała mi, Candy i Timowi, że udzieli nam inicjacji drugiego stopnia z dużą zniżką. W porządku. Wydawało mi się to dobrym interesem. Nie potrafiłąm sobie wyobrazić, jak mogłoby być w tym coś niewłaściwego, nie byłam bowiem nawet pewna, co i jak zostało zrobione. Przystałam na to.

Wraz z przyjęciem drugiego stopnia inicjacji dostałam książeczkę, która zawierała symbole, do których używania student Drugiego Stopnia był teraz "upoważniony". Czytałam tę książkę, aż dotarłam do strony z nagłówkiem "Ćwiczenia mocy". Zaczynała się tak:

Nauczanie w formie oferowanej przez Stowarzyszenie Reiki obejmuje przekazywanie dostrojenia z wykorzystaniem ciała jako kanału energetycznego. Tradycyjne Reiki Usui nie stosuje tej metody ani przedstawionych tu ćwiczeń. Korzyść z tych ćwiczeń polega na tym, że dzięki nim, żeby móc dalej przekazywać stopnie Reiki, musisz przejść dostrojenie tylko raz. [Diane Stein, 1991]

Kiedy czytałam to po raz pierwszy, jakoś nie zwróciłam uwagi na na rozróżnienie pomiędzy "Stowarzyszeniem Reiki" i "Tradycyjnym Reiki Usui", czytałam więc dalej. Instrukcje do "ćwiczeń mocy" dla kobiet zaczynały się tak:

Usiądź z rozsuniętymi nogami, tak żebyś mogła przycisnąć piętę do pochwy i łechtaczki. Utrzymuj stały i silny nacisk... Możesz odczuć podniecenie seksualne i doświadczyć orgazmu. [Ibid.]

Muszę przyznać, że w tym miejscu odezwały mi się w głowie dzwonki alarmowe. Możecie mi wierzyć, NIE jest mi obca Tantra i pewne stymulujące praktyki Kundalini ani korzyści z nich płynące, ale po w miarę szczegółowym przestudiowaniu tych spraw WIEDZIAŁAM, że w tego typu starożytnych nauczaniach student jest ostrożnie prowadzony przez wielostopniowe instrukcje i przygotowania, zanim zostanie wprowadzony w taką praktykę, jak ta opisana w owym podręczniku Reiki. I w tych tradycjach NIE zachęca się do "stymulacji seksualnej albo orgazmu". A przynajmniej nie na wczesnym etepie treningu, a ten może trwać LATA! Tego typu ćwiczenia mogą w istocie być bardzo niebezpieczne, chyba że NAPRAWDĘ wiesz, co robisz!

Czytałam jednak dalej. Była tam strona pokazująca metodę wykorzystania symboli Reiki do - w zasadzie - "bombardowania Ziemi miłością i światłem". No tak, na tamtym etapie mojej edukacji nie wydawało się to złym pomysłem. Rozważałam nawet przeprowadzenie na wszystkich członkach Zgromadzenia procedury Uwalniania od duchów na odległość!

Właśnie WTEDY dotarłam do zakończenia książki, gdzie była strona z nagłówkiem "Inne symbole Reiki (Tradycyjna metotoda Usui)". Spojrzałam na nie i wróciłam do symboli, których uczyło "Stowarzyszenie Reiki", by je porównać. Nie tylko BARDZO się od siebie różniły, ale jeden z nich, "Symbol mocy", był zupełnie ODWRÓCONY.

TO naprawdę POWAŻNIE mnie zaniepokoiło! Jakoś intuicyjnie rozumiałam, że symbole te są kosmicznym czy międzywymiarowym językiem, albo wykresem prądu elektromagnetycznego, a tutaj widziałam, że ktoś nie tylko je zmienił, ale wręcz jeden z nich odwrócił.

Jeśli te symole - jak to rozumiałam - są czymś w rodzaju kosmicznego mikroczipa, który może zostać zainstalowany w ciele w celu możliwienia przepływu energii z innych wymiarów, i jeśli są one "językiem", który "mówi" coś ciału w głęboki, obiektywny sposób, a ktoś je zmienia, to DO CZEGO one teraz "programują"? Co zostaje "powiedziane" ciału? Do ROBIENIA czego są te prądy przekierowane?

Natychmiast zadzwoniłam do Louise i wskazałam jej to - że wyraźnie "przeszła na stronę" grupy, o której mówiła nasza Mistrzyni Reiki, chociaż nigdy nie wymieniła z nazwy żadnej z tych grup. Louise nie tylko zlekceważyła mój niepokój, ale ze wzgardą odniosła się do mojej idei, że może to stanowić spory problem. O ile pamiętam, powiedziała: "Jeśli uwierzysz, że inicjacje zadziałają, to zadziałają!" To tylko kwestia tego, w co wierzysz. Jeśli nie wierzysz, że inicjacje zadziałają, nie zadziałają! Jeśli twoj rozwój duchowy jest słaby albo opóźniony, jasne, że nic nie będzie działało".

MIAU!

Wow! Co za riposta! Teraz to ja byłam duchowo opóźniona, ponieważ miałam problem z ludźmi zmieniającymi symbole i być może zanieczyszczającymi informację. Hmm... Jak często używa się tej manipulacji, żeby ustawić kwestionującego z powrotem do szeregu?

Nie kupiłam tego. Moje doświadczenie z Reiki wskazyłało, że jest to coś naprawdę obiektywnego - NIE wymaga "wiary" czy "przekonania". To właśnie było w Reiki naprawdę wyjątkowe. Wtedy zdecydowałam, że Louise po prostu tego "nie łapała". Pomyślałam jednak, że inicjacja, którą od niej otrzymałam, była jednak "dobra", nawet jeśli Louise nie wiedziała, z czym ma do czynienia. Z pewnością metoda przekazywania ciągle była ta sama i działała? Postanowiłam po prostu używać tradycyjnych symboli Usui i może poeksperymentować z tymi drugimi, żeby przekonać się, co tak naprawdę robią.

Pojawił się jednak pewien problem, nawet jeśli zajęło to dobrą chwilę, zanim powtórzył się dostatecznie wiele razy, żebym go zauważyła: Wyglądało na to, że gorąco, które na ogół przejawiało się tak silnie kiedy dotykałam ludzi, ulotniło się, i zamiast tego odczuwałam "lodowaty chłód", w rodzaju tych, co dają się odczuwać jako gorąco, o ile nie jest się obeznanym z prawdziwym gorącem. Powiedziałam Candy coś na temat, ale według niej było to "normalne". Powiedziała, że od naszej Mistrzyni Reiki usłyszała, że ciało "wie", jakiego rodzaju energii potrzebuje, i kiedy przeszło się dostrajanie Reiki, ciało będzie naturalnie wysyłało "właściwą" energię to każdej osoby, do której tę energię czanelujesz. Takie wyjaśnienie wydawało się rozsądne.

Ale z biegiem czasu zauważyłam, że wyraźnie spadł poziom mojej energii, zaczęłam odczuwać to tu to tam ból, który zmuszał mnie do zwolnienia tempa. Nic poważnego, po prostu było to dokuczliwe. Przypisałam to potrzebie odpoczynku. Tak się przedstawiała sytuacja w okresie, kiedy ostatecznie udało się nawiązać kontakt z Kasjopeanami.

Cała ta sprawa z symbolami i ich używaniem wydawała mi się fascynująca i z jakiegoś powodu miała dla mnie sens. Żeby to wyjaśnić, muszę nieco więcej powiedzieć o Reiki, tak żeby Czytelnik mógł podążać za moimi myślami w miarę rozwoju wydarzeń. Poniżej przedstawiam zestaw moich uwag dotyczących podręcznika Reiki, które od jakiegoś już czasu zamierzałam spisać:

Oglądaliście kiedyś prezentację sztuk walki, gdzie Mistrz jednym uderzeniem kruszy cały stos desek, cegieł czy bloczków? Jeśli widziałeś ich dostatecznie wiele, wiesz, że nie ma tam żadnego oszustwa. Jak w takim razie można tego dokonać?

Przez ponad 5000 lat Chińczycy ćwiczyli się w sztukach walki. Sekrety zachowania żywotnych energii przekazywane były z ojca na wybranego syna. Pierwszy etap ćwiczeń miał skierować ciepły prąd energii na otwarcie kanałów krążenia, tak żeby swobodnie mogła cyrkulować wewnętrzna moc. Następnie należało się nauczyć wzmacniania swoich organów i "spakowania" energii tak, żeby mogła zostać użyta w razie potrzeby. Style walki nie były skuteczne bez tej wewnętrznej mocy.

[...]

W ciągu ostatniego stulecia Zachód ogarnięty został fenomenalnym wzrostem zainteresowania "holistycznymi" dziedzinami zajmującymi się zdrowiem. Jednocześnie nauka odkrywa, że głębsze rzeczywistości wykazują uderzające podobieństwo do klasycznego poglądu na świat głównych religii Wschodu i praktyk Sztuk Walki. Zwiększone zainteresowanie przejawiło się w całych rzeszach ludzi praktykujących Jogę, Sztuki Walki, makrobiotykę, Tai Czi i mnóstwo innych odmian tych tematów. Zaczęliśmy się dobrze czuć z medytacją, jogą i buddyzmem. Ale co my tak naprawdę wiemy o tych tradycjach, poza kilkoma fragmentami mądrości zawartych w I-Chingu, Tao-Te King i kilku innych kawałkach oderwanej wiedzy?

W VI w. p.n.e. Lao-Tse zaczął swój klasyczny esej, Tao-Te-King, od takiej oto przestrogi: "Tao, które można wyrazić słowami, nie jest Tao". We wczesnym piśmiennictwie chińskim Tao oznaczało rozumienie życia akcentujące harmonię jednostki z siłami natury. Praktyka Reiki zakorzeniona jest w ten sam sposób w siłach natury. Energia ta działa niezależnie od wszelkiej wiary czy koncepcji naukowej. Nie ma związku z żadną religijną praktyką, jaka wyrosła wokół Reiki. W skrócie, jest to subtelna, lecz dająca się zweryfikować energia, "chi", przepływająca przez ciało w szczególny sposób. To "Chi", jak nazywa się je w języku chińskim lub "Ki" w japońskim, znane było starożytnym, a poznanie jego sekretów było przez wszystkie wieki osiągalne dla tych, którzy zechcieli przeznaczyć sporą ilość czasu na zalecane praktyki. Ograniczenie zawsze stanowił fakt, że osiągalne było jedynie dla tych, którzy gotowi byli ćwiczyć przez wiele godzin dziennie przez wiele lat, żeby zmienić ten przepływ tak, żeby ciało mogło aktywnie tę energię wykorzystać.

Zastosowania Ki/Chi w codziennym życiu są faktycznie nieograniczone. Jest to najważniejszy element transformacji. Jeśli ktoś potrafi nabrać biegłości w sterowaniu krążeniem uzdrawiającej energii, wszystko inne szybko posuwa się naprzód. Otwarcie tego kanału energii jest jak otrzymanie narzędzia pozwalającego zrobić wszystkie inne rzeczy. Bez tego przepływu Ki/Chi trudno jest awansować na wyższe poziomy w innych dyscyplinach. Praktykując inne dyscypliny, obejmujące mniej bezpośrednie metody, można spędzić długie lata, a nawet całe życie, żeby osiągnąć ten sam efekt. Jednakże można by przestudiować setki tomów w tuzinie języków, nie nauczywszy nigdy, jak obudzić tę bardzo poetycką uzdrawiającą moc Tao. Są tacy, którzy przeczytali tysiące tomów i otrzymali cenne ustne nauki, chronione tajemnicą w ten sam sposób jak średniowieczna alchemia ukryta była w Europie, i wciąż nie osiągnęli panowania nad tą energią ani mocy kierowanią nią. Czego wielu dzisiaj nie wie, to to, że istnieje metoda obudzenia i wykorzystania tej energii przez "inicjację". Jest to jak odpalenie samochodu z akumulatora, zamiast niż na korbę!

Sekret tkwi w "mowie" ciała. Ciało powstaje zgodnie z elektromagnetycznym schematem, wyznaczonym na innym poziomie wymiarów. Schematy te wyrażone są w innych wymiarach jako symboliczne figury. Jest to pełny, odrębny język, język kosmosu, wyrażony w ciele poprzez aksjomat: Jak na górze tak na dole. Bez języka nie można stworzyć słów, zdań, akapitów, ani rozwinąć czy to prostych, czy skomplikowanych idei. Te symboliczne obrazy niosą wiedzę, przy pomocy tej wiedzy zmieniają energię i są istotnymi kanałami łączącymi naszą rzeczywistość z rzeczywistościami wyższymi.

Symboliczne obrazy Reiki są reprezentacją wiedzy, która przemawia do "duszy".

Misztrz Reiki wykorzystuje wyższe energie wyrażone przez symbole w celu wyczyszczenia szlaków i podniesienia poziomu produkcji chi. Przepływ inicjacji Reiki, czy też "dostrojenia", jest jak zainstalowanie w systemie nowej płyty układu albo kości komputera.

Co jest istotne, jak tylko zobaczyłam symbole Reiki, WIEDZIAŁAM, że są one językiem - językiem duszy, że się tak wyrażę. Zaczęliśmy wykorzystywać je w naszym eksperymencie channelingowym, kreśląc je w powietrzu nad tabliczką albo rysując je na karteczkach i kładąc te kartki pod tabliczką. W ciągu kilku tygodni tego wdrażania, po dwóch długich latach prób i zdeterminowanej intencji, przedostali się Kasjopeanie, jak zostało to opisane w innym miejscu, z serią bardzo głośno trzaskających nad moim domem piorunów, tak silnych, że dosłownie zatrzęsły domem jak przy trzęsięsieniu ziemi.

Widzimy więc, że wszystkie te wcześniej opisane interakcje miały i pozytywną, i negatywną stronę. A w końcowym rozrachunku były całkiem dobrze zrównoważone. Nie tylko odzyskałam w jakiś cudowny sposób zdrowie, ale otrzymaliśmy też narzędzie, które pomogło nam w naszym kontakcjie z Kasjopeanami. Co do strony negatywnej, nieomal zostałam zabita i oczywiście przeszłam pewne naprawdę nieprzyjemne doświadczenia. Tego rodzaju doświadczenia zaczęliśmy nazywać "atakami". W prawdziwym jednak sensie, te "ataki" są zarówno lekcjami, JAK I inicjacjami! Jeśli we wszechświecie panuje równowaga, jak się nam mówi i co po głębszym zastanowieniu wydaje się oczywiste, to doświadczanie obydwu aspektów w każdym doświadczeniu uczenia się jest niemal niezbędne. To, co ROBISZ z "atakami", czyni z nich albo lekcje, na których się uczysz, albo kłopoty, w wyniku których cierpisz. I w tym właśnie sensie świadoma uwaga odgrywa główną rolę w transformacji ataków w lekcje. Uwaga będąca tym, co przyswajasz wraz z wiedzą i co umożliwia ci widzenie rzeczywistości kryjącej się za Systemem Symboli, tak że możesz wybrać opcję najbardziej "harmonijną" z oferowanych ci w zamaskowanej rzeczywistości, w której żyjemy. Póżniej przychodzi również czas na rozważenie, jak to zauważył jeden z członków naszej grupy dyskusyjnej, D.D.:

Zastanawiam się, czy problem z Reiki nie polega na tym, że te dostrojenia, które dają uzdrawiającą moc, działają niezależnie od poziomu rozwoju duchowego danej osoby, i nie tylko dają nam możliwość uzdrawiania, ale dają również inne psychiczne moce, moce, które mogą zostać użyte na rzecz dobra albo zła. Reiki w rękach naprawdę negatywnie ukierunkowanej osoby może być niebezpieczne.

Zgoda. I te energie faktycznie mogą być wykorzystane negatywnie. Pewnie dlatego Takata była tak wybredna w kwestii tego, kogo inicjowała na mistrza, i to dlatego moja mistrz Reiki nie dała dostrojenia Louise. Wyraźnie widziała coś, co nie było oczywiste dla innych.

Naturalnie głównym tematem naszych pytań stały się sprawy, które zajmowały nas, kidy pojawili się Kasjopeanie. Byliśmy Byliśmy przytłoczeni nadmiarem sprzecznych informacji dotyczących UFO i obcych, oraz tych, które są szerzone przez ruch New Age. Spora część tego materiału znajduje się na naszych stronach - w cyklu Underground Bases i Alien Abduction. Nie omawialiśmy natomiast "syndrome ataku", który jest naprawdę kluczowym elementem systemu kontroli naszej rzeczywistości.

Jednak celem naszych pytań nie było uzyskanie "prawdziwej" odpowiedzi, a raczej chęć "sprawdzenia" naszych rozmówców. Stanowiło to część "wyzwania" - procesu, który w moim odczuciu był właściwym sposobem podejścia do każdego źródła, pragnącego podzielić się z nami swoją wiedzą. Chciałam zadać wiele różnorodnych pytań, co pozwoliłoby mi zgromadzić "bazę" informacji, które mogłyby zostać sprawdzone i "przetestowane" pod kątem celności, perspektywy, spójności i tak dalej. Jednak zanim miałam rozstrzygnąć, czy Kajopeanie są tymi, za kogo się podają, postanowiłam sprawdzić ich możliwości.

Plan był dobry, ale patrząc na to z perspektywy czasu, prowadził do późniejszych komplikacji związanych z sensownym uporządkowaniu materiału. Z premedytacją skakałam z tematu na temat, usiłując ich zdezorientować, wtrącałam znienacka podchwytliwe pytania, albo poddawałam ich ogniowi krzyżowych pytań, by sprawdzić, czy się nie potkną. Miałam w końcu długoletnie doświadczenie w pogaduszkach z "martwymi kolesiami" i bytami o żywiołowej, a nawet demonicznej naturze, na których przetrenowałam wszystkie możliwe sztuczki. Teraz mogłam wykorzystać te umiejętności do potwierdzenia wiarygodności Kasjopean. Jestem im niezmiernie wdzięczna za wspaniałe poczucie humoru, cierpliwość i wyrozumiałość w tym okresie!

Celem poddania Kasjopean próbie, zajęliśmy się więc prywatną kwestią "ataków". Wszystko dzieje się z jakiegoś powodu i te informacje miały okazać się później nieocenione. W jednej z naszych pierwszych sesji, kiedy możliwe było przyzwoite zidentyfikowanie Kasjopean, zadałam pytania związane z "uprowadzeniami", dotyczyły bowiem nas osobiście. Na tej sesji obecna była Candy. Miejcie na uwadze, że te pierwsze sesje nie były przez nas nagrywane, przepisywaliśmy je z notatek, dlatego mogą wydawać się trochę chaotyczne i dość zwięzłe.

P: (L) Ilu z nas było porwanych?
O: Wszyscy.
P: (L) Ile razy?
O: Frank - 57; Candy - 56; Laura - 12.
P: (L) Dlaczego Laura nie została porwana tak wiele razy? (Laura się śmieje)
O: Walczysz z tym. To się jeszcze nie zakończyło.
P: (Candy się śmieje)
O: Candy została porwana w zeszłym miesiącu.
P: (L) Kto nas porywa?
O: Inny. [Nawiązanie do Konsorcjum obcych i ludzi STS, o których była mowa na początku tej sesji.]
P: (L) Jak się nazywa ta grupa?
O: Rożne nazwy.
P: (L) Czy my wszyscy jesteśmy porywani przez tą samą grupę?
O: W większości.
P: (L) Co oni nam robili?
O: Dawali fałszywe wspomnienia. Przeszkadzali wam, kiedy byliście dziećmi. Powodowali bóle głowy i choroby w szkole.
P: (L) Czy mamy implanty?
O: Tak.
P: (L) Gdzie?
O: W głowie.
P: (L) Do czego są te implanty?
O: Urządzenia do studiowania.
P: (L) Studiowania czego?
O: Kompozycji duszy.
P: (L) Czy któryś z rytuałów, które wykonujemy, dostarcza nam ochrony przed dalszymi porwaniami?
O: Być może. Niektóre kryształy z polami energii. Nie potrzebujecie ochrony, jeżeli macie wiedzę.
P: (L) Jak mamy zdobyć tę wiedzę?
O: Jest ona głęboko w podświadomości.
P: (L) Kiedy ją otrzymaliśmy?
O: Przed urodzeniem.
P: (L) Co jeszcze możemy zrobić dla ochrony?
O: Uczcie się, medytujcie, czytajcie.
P: (L) Czy robimy to, co mamy obecnie robić?
O: Jak dotąd tak. Musicie się obudzić.

W następnym tygodniu wybrałyśmy się z Candy i Louise do miasta Tampa, aby odwiedzić pewną Mistrzynię Reiki, mieszkającą na północ od lotniska. Zaprezentowała nam coś, co uważała za "prawdziwe" symbole Reiki, a które okazały się jedynie kolejną ich wariacją! Uraczyła nas również historyjką o pewnej osobie, która była założycielem "Nowego Reiki".

Plotka głosi, że kobieta ta w czasie wycieczki z metafizyczną/New Age-ową grupą, po Egipcie ukradła z bazaru pewien przedmiot, uznała bowiem, że jego cena jest skandaliczna. Została zatrzymana przez tamtejszą policję i wzięta na przesłuchanie. W sprawę jej uwolnienia zaangażowane zostały poważne wysiłki, gdyż na mocy Egipskiego prawa za kradzież groziła jej kara odcięcia ręki! Dopiero pokaźna łapówka była w stanie wycofać wszelkie oskarżenia przeciwko niej. Opowieść była zabawna i świetnie zrelacjonowana, a jeśli jest prawdziwa, pomyślcie jaka energia musi kryć się za tym odłamem.

W drodze powrotnej zaobserwowałyśmy trójkątny układ świateł unoszący się nad pasem startowym lotniska. Z powodu znacznej aktywności lotniczej w tym obszarze, nie miałyśmy pewności, czy uznać ten obiekt za podejrzany. Candy zdecydowała dodać gazu i spróbować go dogonić. Kiedy zmniejszyłyśmy dystans, zrozumiałyśmy, że jest on zawieszony w miejscu - w międzyczasie minęło go kilka podchodzących do lądowania samolotów. Na każdym rogu tego trójkąta było wielkie, jasne światło, a kilka mniejszych ulokowanych było koliście na jego spodzie. Byłam przekonana, że jest to helikopter, ale nie mogłam zrozumieć, dlaczego tkwi on tam, w górze, w tak dość ruchliwej i niebezpiecznej strefie powietrznej! Doszłam do wniosku, że pilot musi być po prostu głupi.

Kiedy znalazłyśmy się bardzo blisko obiektu, niemalże pod nim (był dokładnie nad ruchliwą drogą numer 6), przesunął się nieco na prawo zawisł nad apartamentowcem. Wtedy dokładnie zobaczyłam, jak wykonuje manewr "opadającego liścia". Candy gwałtownie zawróciła i zatrzymała samochód na parkingu kompleksu, podczas gdy ja wystawiłam głowę i patrzyłam wprost na ten obiekt. Zaskoczyło mnie, że nie słyszę żadnych odgłosów, jakich można by się spodziewać po wiszącym nad głową na wysokości zaledwie 300 stóp helikopterze. Żadnego dźwięku poza tymi, które dochodziły od mijających nas samochodów. Miałam jedynie kilka sekund na bezpośrednie przyjrzenie się obiektowi zanim ten po prostu wyparował! Jak wisiał, tak odleciał. Zdołałam jedynie upewnić się, że był czarny i trójkątny. Oceniłabym go na 30 stóp wzdłuż każdego boku, zwieńczonego BARDZO jasnym światłem. Co ciekawe, ten blask wcale nie oświetlał parkingu!

Zawróciłyśmy i ruszyłyśmy dalej w powrotną drogę. Byłyśmy potwornie ciekawe, co na ten temat ma do powiedzenia nasze nowe "źródło"! (Miejcie na uwadze, że była to wciąż początkowa faza "znajomości" i nie robiliśmy żadnych nagrań).

30 lipca 1994

P: (L) Macie dla nas jakieś wiadomości?
O: Uważajcie.
P: (L) Na co?
O: Na obcych.
P: (L) Których?
O: Z Oriona.
P: (L) A co oni robią?
O: Podążają za wami.
P: (L) Czy ostatniej nocy Louise, Candy i Laura widziały statek obcych?
O: Lepiej w to uwierzcie.
P: (L) Czyj to był statek?
O: Oriona.
P: (L) Czy pojawił się specjalnie dla nas?
O: Nie.
P: (L) Czy oni wiedzą, ze ich widzieliśmy?
O: Tak.
P: (L) Czy odlecieli ponieważ ich zobaczyliśmy?
O: Tak.
P: (L) Czy planowali kogoś uprowadzić?
O: Być może. Ty jesteś następna.
P: (L) Co?
O: Do porwania.
P: (L) Kto?
O: LK
P: (L) Przez kogo?
O: Oriona.
P: (L) Kiedy?
O: Otwarte.
P: (L) Dlaczego?
O: W celu monitorowania poziomu Wiedzy. Statek teraz nad wami.
P: (L) Nad domem?
O: Dokładnie.
P: (L) Czy dobrze jest dla mnie być porywaną?

[ W owym czasie targały mną poważne sprzeczności z racji tego, że wiele osób, które doświadczyły "spotkań", głosiło, jacy to kosmici są dobrzy i chcą nam pomóc, a my tego nie rozumiemy, a to dlatego, że są od nas o wiele bardziej rozwinięci.]

O: Neutralne.
P: (L) Czy będę uprowadzona, gdyż widziałam ich ostatniej nocy?
O: Po części. M** i K** donieśli na ciebie.

[Była to szokująca odpowiedź! M** był jednym z ważniaków wśród ufologów, z którym w tamtym czasie Candy utrzymywała bliski kontakt, natomiast K** - zwolennik teorii Sitchina - był największym UFO-sceptykiem jakiego znałam, i w życiu bym nie pomyślała, że mógłby zostać porwany!]

P: (L)Co?! Oni są w konszachtach z obcymi?
O: Bezwiednie.
P: (L) Wiec jak?
O: Podświadomie. Implanty.
P: (L) Czy my mamy implanty?

[Było to "podchwytliwe" pytanie, ponieważ takowe zostało zadane już wcześniej.]

O: Dwa implanty; jedno urządzenie monitorujące.
P: (L) Jaka jest różnica pomiędzy urządzeniem monitorującym a implantem?
O: Wszystkie są urządzeniami monitorującymi. Implant jest na stałe. Frank i Laura mają stałe implanty. Candy dostała urządzenie monitorujące trzy miesiące temu. Następny będzie implant.
P: (L) Dlaczego?
O: By was podglądać i obserwować.
P: (L) Po co?
O: Wszyscy jesteście istotami z wyższych poziomów. Implant Franka: ma 4 lata. Implant Laury: ma 5 lat.
[...]
P: (L) Czy jesteśmy wybrani?
O: Co to znaczy być wybranym? Tylko Wy możecie wybierać. Wybór jest naturalną konsekwencją wolnej woli, patrzenia i słuchania. To, gdzie jesteś, nie jest ważne. Ważne, kim jesteś i co widzisz.

Nawet jeśli nie podobały mi się pewne rzeczy, które mówili nam Kasjopeanie, to pochwalałam fakt, że nie starali się podejść nas od strony ego, by zyskać nasze oddanie. Spotkałam się z wieloma przypadkami, kiedy dochodziło do właśnie takiego "przekupstwa": "źródło" mówi "kanałowi", jaki jest on mądry, wyjątkowy, czy wybrany. Kasjopeanie zdecydowanie nie grali w tej lidze i nigdy nie starali się mówić tego, co CHCIELIŚMY usłyszeć.

Nurtowało mnie, poza nie dającymi się zweryfikować informacjami o kosmitach, implantach i całej reszcie, w jaki sposób ludzkie umysły mogły być PODŚWIADOMIE manipulowane, nadzorowane, lub wykorzystywane w inny sposób przez te istoty. Tych dwoje wcześniej wspomnianych ludzi nie łączyło nic, prócz pewnego rodzaju "fanatyzmu". Jeden z nich był oddanym zwolennikiem Billy'ego Meiera, a drugi miał Sitchina za jedynego badacza, który był bliski prawdy. Wzmianka, że na nas "donoszą" była wstrząsająca! O co tak naprawdę w tym wszystkim mogło chodzić? Czyżby ludzkie istoty żyły na więcej niż jednym poziomie rzeczywistości, a poziom rozumienia, którego jesteśmy najbardziej świadomi, jest jedynie swego rodzaju w pełni zaprogramowaną fantazją?

Mniej więcej wtedy z pomocą przyszedł nam Materiał Ra i zdumiało mnie, że, pomijając skomplikowaną terminologię jaką się posługuje, Ra ma zbieżne poglądy z Kasjopeanami. Przytoczone poniżej cytaty pochodzą z Materiału Ra autorstwa Elkinsa, Rueckert i McCarty'ego. Podmieniłam kilka skomplikowanych słów na prostsze, zachowując (mam nadzieję) sens oryginału. Dla uproszczenia, połączyłam również pytania z odpowiedziami na nie. Tym, którzy do tej pory nie zetknęli się z materiałami Ra, zalecam nadrobienie zaległości, ponieważ jest to nieocenione źródło - jedno z niewielu na naszej planecie - informacji o stanie naszej rzeczywistości.

Ra mówi, że głównym celem "obcych", którzy porywają i przeprowadzają eksperymenty na ludziach, jest podbicie Ziemi i zniewolenie jej mieszkańców. Zdaniem Ra, kosmici poszukują przede wszystkim ludzi wpływowych, aby wykorzystać ich do własnych celów; to dzięki nim będą mogli szybciej przejąć kontrolę nad resztą społeczeństwa.

Ra: [celem Oriońskich STS] jest podbój... Priorytetem ich jest zlokalizowanie pewnych [jednostek], które wibrują energią im podobną, na ich [częstotliwościach], a wtedy [wykorzystać ich] do zniewolenia [mas].

Oczywistym wnioskiem jest, że do tego kontaktu zostaną prawdopodobnie wybrani nasi przywódcy polityczni, głowy stanów, przemysłu, finansów itd. Czego natomiast Ra nie mówi, a co moim zdaniem wynika z powyższego, to że "wzięci" i "kontaktowcy", występujący ze swoją wersją rzeczywistości obcych, są sprytnie wykorzystywani jako "Pied Pipers", narzędzia do zniewolenia ludzkości. Zostało to dokładnie opisane poniżej:

Ra: ... [Oriońscy STS, którzy przybywają na tę planetę, aby przejąć kontrolę nad waszymi umysłami] podążają ścieżką Prawa Jednego, obserwując działanie wolnej woli. Kontakt nawiązują tylko z tymi, którzy o niego proszą. Wtedy następuje działanie mające na celu zasianie postawy i filozofii Służenia Sobie. Ci stają się elitą. Poprzez nich próbuje się stworzyć warunki, w których reszta mieszkańców planety zostaje zniewolona z własnej wolnej woli.

Myślę, że Ra mówi tutaj, że to głównie Orioni STS kontaktują się z tymi, którzy przymierzają się do channelingowania - "kontakt nawiązywany jest jedynie z tymi, którzy o niego proszą" - i że ich nauki wydają się być jednymi z tych, które głoszą "miłość i światło" i pozytywne nastawienie. Dzięki temu, ludzie chętnie za nimi podążają, nie zdając sobie sprawy, że w pewnym momencie zatrzasną się sidła, w ktore wpadli, gdyż, jak głosi przypowieść o pannach mądrych i nieroztropnych, nie "napełnili swoich lamp oliwą [wiedzą]". Ci "kontaktowcy" publikują potem książki, prowadzą seminaria promując plan obcych, stają się popularni, a w końcu - gromadzą pokaźne grono zwolenników i naśladowców. Jak powiedział Ra: ludzie są zniewoleni z Własnej Woli! Tak wybrali! Nie myślicie chyba, że wybraliby tę drogę, gdyby wiedzieli, co naprawdę wybierają?!

Don Elkins chciał, rzecz jasna, rozszyfrować, KIM są ci ludzie (z grupą społecznych i politycznych przywódców włącznie), ale ani Ra, ani Kasjopeanie nie chcieli udzielić odpowiedzi na to pytanie. Wygląda na to, że w tej kwestii musimy zdecydować sami.

Ra: ...Wymienienie ich nazwisk byłoby... pogwałceniem Wolnej Woli... Wymagamy od was, abyście poznawali ich po owocach... w ten sposób sami możecie otrzymać te informacje.

Z pewnością jest wiele osób, które NIE szukają "kontaktu", a które po prostu otrzymują przekazy w swoich głowach. Ra porusza również i ten problem:

Ra: Wielu widzianych na waszym niebie, są z tej grupy [Oriona STS]. Przesyłają Wam wiadomości. Niektóre z nich docierają do ludzi zorientowanych na służenie innym (STO). Te informacje są wtedy tak zmienione, żeby były do zaakceptowania dla tych jednostek, zawierając z góry ostrzeżenia o trudnościach. Nic więcej STS nie mogą zrobić, gdy mają do czynienia z jednostkami pragnącymi Służyć Innym. Jeśli człowiek jest nastawiony na STO, zaczyna otrzymywać wiadomości o zagładzie. Jeśli zaś jest zorientowany na STS, [Orioni STS] nie muszą kłamać i zaczynają po prostu przekazywać swoją filozofię, którą mają tu do przekazania.

Jak widać, "przesłania" są rozpowszechniane na ogromną skalę, mogą być odbierane przez wielu ludzi, również tych, którzy są zorientowani na Służbę Innym. W takim wypadku, jak twierdzi Ra, PO odebraniu informacji pochodzących od frakcji STS, umysł "ostrzeżony z góry o trudnościach" "zmieni" ją tak, żeby była do przyjęcia. To by wyjaśniło przekazy o zbliżających się globalnych/geologicznych "kataklizmach", które są po prostu zakamuflowanymi przekazami o planach podboju i dominacji. Może to również oznaczać, że wiele mediów, nie zaangażowanych bezpośrednio w ten "kosmiczny teatr", otrzymuje od obcych informacje, które są w ich umyśle zmieniane w coś zupełnie innego. Ci ludzie, kiedy są zorientowani na STS, będą ukazywać nam obcych jako naszych "wybawców", "pomocników" lub "braci".

Mamy tu zatem przedstawionych kilka głównych rodzajów dezinformacji. Dwa z nich, ze względu na szczególną przebiegłość propagandy, wymagają dokładniejszej analizy. Pierwszym z nich jest szkoła "katastroficzna", do której należą uśpieni STO; drugą jest szkoła "entuzjastów kosmicznego zbawienia", prezentowana przez tych, którzy są STS i stanowią część machiny zniewolenia. Ra nieco przybliża nam charakterystykę tej ostatniej kategorii:

Ra: Najprzydatniejsze dla grupy [Oriońskich STS] są kontakty z tymi, którzy przejawiają orientację w kierunku STS. ...Założenia Służenie Sobie przekazywane są z pomocą filozofii i telepatii. Grupy zaawansowane dostają specjalne rytuały i ćwiczenia, wszystkie zostały spisane, podobnie jak jednostki STO spisały obwieszczoną in filozofię swoich nauczycieli.

Don wymyślił, że wyraźnie musi się to odnosić do praktykujących Magię, a Ra potwierdził, że to jest część tej formy [STS]. Ale sugerował też, że to grubo nie wszystko i że obserwator musi samodzielnie wyciągać wnioski. Przyszło mi wtedy na myśl, najbliższe temu, co Ra opisywał jako "zapisy materiału" zaawansowanych grup mających "rytuały i ćwiczenia", są książki i wyższe "metody" "rozwoju" stosowane przez praktykujących magię rytualną. Z drugiej strony, równie dobrze odnosi się to do całej gamy sformalizowanych religii. I wszystko jasne. Niech ci, co mają oczy, patrzą, a ci, co mają uszy, słuchają".

Ra podał także dodatkowe wskazówki odnośnie specyficznych procesów tu zachodzących:

Ra: Filozofia [służby STS] zakłada... manipulację innymi tak, że mogą [służyć innym drogą manipulacji albo podstępu,czyli zniewolenia] a dzięki temu doświadczeniu będą w stanie docenić ścieżkę Służby Sobie. Te jednostki obiorą ścieżkę STS i będą manipulować kolejnymi ofiarami, tak żeby i one mogły [poprzez zniewolenie] doświadczyć służenia temu innemu.

Ra chyba mówi o tym, że ludzie, którzy - zmanipulowani i zwiedzeni - zaangażowali się w "podążanie za" jakimś "mistrzem" czy służenie mu, wszystko jedno, czy jest to Jezus, Budda, czy Sananda, albo uwierzyli, że dostąpią zbawienia dzięki opatentowanej i obwarowanej prawami autorskimi "technologii", zostali uwarunkowani tak, żeby obrali ścieżkę Służby Sobie myśląc, że służą innym! Przyjmuje to postać pewnej hierarchii: w człowieku rozpalane jest pragnienie wspinania się po szczeblach drabiny i nadzieja na otrzymanie pewnego dnia przyobiecanej "marchewki" zbawienia, którą będzie mógł później oferować tym, co są "niżej" od niego. Znajduje to odbicie w wierze wielu chrześcijan w to, że znajdą się pośród "wybranych", którzy "stać będą po prawicy Boga" i "sądzić żywych i umarłych" razem z "Chrystusem - ich starszym Bratem". Ta sama historia powtarza się w innych systemach religijnych. Jest takie powiedzenie "uciskani staną się uciskającymi"; stosuję się ono tutaj i jest raczej banalnym chwytem psychologicznym.

Na pierwszy rzut oka można nie dostrzec różnicy między Służeniem Innym w wersji wzbudzonej manipulacjami STS i Służeniem Innym zgodnym z paradygmatem STO. Różnica jest jednak zasadnicza i kluczem do niej jest - MANIPULACJA. Manipulacja oznacza, że służba ta została wzbudzona albo wymuszona poprzez oszukańcze taktyki. Taka jednostka służy czemuś albo komuś, co/kto jest kłamstwem albo iluzją. To "służenie kłamstwu albo iluzji" blokuje strumień energii takiej osoby w formę skurczu czy implozji - czyli raczej pochłaniania energii, co stoi w opozycji do wymiany energii widocznej np. we wzajemnej pomocy czy przekazywaniu prawdy.

Świetnym przykładem ilustrującym powyższą dynamikę jest proceder wyłudzania pieniędzy przez oszustów udających przedstawicieli firm inwestycyjnych. Ofiary oddają oszczędności swojego życia, a zbierający "fundusze" nabijaja sobie kieszeń i rusza do następnego nago naiwniaka. W ujęciu działań STS, ich "oszustwa" trwają całe życie ofiary. Przeważnie dopiero po wielu wcieleniach, a przynajmniej pod koniec danego życia, człowiek zdaje sobie sprawę, że został nabrany. Umiera ze sporym uszczerbkiem energetycznym duszy, uwięziony przez frakcję STS, niezdolny do zrobienia istotnych postępów na drodze swojego rozwoju. Przywodzi to na myśl stare powiedzenie: "Jeśli coś ci brzmi za dobrze, aby było prawdziwe, to pewnie masz rację". Zbawienie, o jakim naucza chrześcijaństwo; scenariusz upojenia obcymi, którzy podczas kataklizmu, uniosą z planety swych najwierniejszych wyznawców; wniebowstąpienie, możliwe dzięki uproszczonym "rytuałom" lub "wstępnym ćwiczeniom medytacyjnym", które można poznać, jeśli tylko będzie się uczęszczać na wykłady, kupować książki (ceny od 29,95 dolarów!); brnięcie na oślep z klapkami na oczach - wszystko to można wrzucić do tego samego worka. Caveat Emptor! Niech kupiec się strzeże!

W przypadku Orionidów STS, problem jest bardziej złożony, bowiem posiadają oni zdolności kontroli i oszukiwania, których nie potrafimy sobie nawet wyobrazić! Oto, co mówi nam Ra:

...musicie zgłębić negatywne myślenie pochodzące z czwartej gęstości. To dla was trudne. Przedostawszy się do continuum czasoprzestrzeni trzeciej gęstości przez wasze tak zwane okna, [Orioni STS] mają nieograniczone możliwości grabieży, co jest wynikiem określonej polaryzacji - powiedzmy tak - świadka/podmiotu/ofiary. Dzieje się tak z powodu szczerej wiary istot STS z 4-tej gęstości, że kochać siebie to kochać wszystkich. Każda tak nauczona lub zniewolona jednostka ma nauczyciela, który uczy miłości do siebie. Wystawienie na takie nauczanie ma na celu zapewnienie żniw negatywnym albo służącym sobie istotom 4. gęstości.

I mało, że zwodzą nas poprzez manipulację czasem i przestrzenią, to jeszcze sprowadzają nas na manowce za pomocą nauk przekazywanych z "planów astralnych!" Ta wiadomość szczególnie przykuła moją uwagę ze względu na podczepiony pod Candy byt, która została przecież "posłana do mnie przez maga!"

Ra: ...Orioni STS wsparli wiele negatywnych jednostek... i wielu z nich funkcjonuje na waszych tzw. duchowych planach, są negatywnie zorientowani, a przez to łatwo dostępni jako duchowi nauczyciele lub przewodnicy i tak zwani władcy pewnych dusz.

I w tym momencie na światło wychodzi problem "niedostrojonych" channelujących. Jednostka o całkowicie czystych intencjach i naturze STO, z powodu braku wiedzy i w konsekwencji nieumiejętności rozróżniania, może tworzyć materiał zawierający dezinformację.

Ra: ...Niedostrojony kanał może otrzymywać zarówno pozytywne, jak i negatywne kontakty.

Odrębny problem, wiążący się ze zrozumieniem faktu manipulacji czasem i przestrzenią dokonywanych przez te istoty, stanowi kwestia dowodu. Ciągle czytamy o cudach i ukazaniach się, które poczytywane są za "dowody" swego rodzaju boskiego kontaktu. Ludzie zdają się nie pojmować tego prostego faktu, że jeśli wierzą, bo mają dowód, to nie dokonują WYBORU z Własnej Woli! Wierzysz, bo nie możesz NIE wierzyć. Jakiego rodzaju energia może kryć się za czymś takim, pomimo uroczej postaci, cudownych uzdrowień, harmonii niebios czy silnie emocjonalnych reakcji świadków? Chciałabym przytoczyć tu fragment artykułu z naszej witryny pt. "Obcy, Demony i Wampiry" - Aliens, Demons and Vampires, gdzie opętana przez demona kobieta, poddana udokumentowanym badaniom, mówi w trakcie wywiadu:

"Pewnej nocy ta Pani zabrała mnie w przeszłość. Znajdowaliśmy się w obcym kraju, gdzie ludzie nosili się po staroświecku. Ta Pani przyjęła oblicze pięknej kobiety w niebieskiej szacie i czyniła dla nich cuda..."

Ann Haywood, ludzki "gospodarz" wyżej opisanej istoty (ta sprawa zresztą jest zbieżna z przypadkiem Betty Andreasson Luca), została ewidentnie "ukarana" za przekazanie mediom informacji o swoich doświadczeniach:

"Podczas wywiadu Ann nagle potwornie zbladła, przeprosiła dziennikarza i wyszła z pomieszczenia. Po chwili dał się słyszeć dochodzący z łazienki przepełniony bólem krzyk. Kiedy, szlochając, wróciła do pokoju, trzymała się kurczowo za brzuch: to "Pani" brutalnie ukarała ją za ujawnienie tego, że na przestrzeni dziejów istoty jej podobne przybierały postaci świętych. W ten sposób zwodziły łatwowiernych i niedoinformowanych ludzi, którzy uwierzyli, że są śwadkami cudów. Ann błagała dziennikarza, aby wyciął tą część wywiadu." (Osborn, 1982)

Hmmmm? Czyżbyśmy powoli zaczynali dostrzegać zarysy stworzonego na nasze potrzeby obrazu rzeczywistości, jakże makiawelicznego w swych manipulacyjnych i oszukańczych zabiegach? Ra mówi o tym w ten sposób:

Sporo spośród waszych tzw. "kontaktowców" jest celowo wprowadzanych w błąd lub wiedzionych ku autodestrukcji, ponieważ, pomimo orientacji STO, pragnienie dowodu otworzyło ich na kłamliwe informacje od Oriońskich STS, którzy korzystając z sytuacji byli w stanie zneutralizować skuteczność kanału.

Niedawno czytałam pewną książkę poświęconą cudom, które działy się na przestrzeni stuleci. W większości opisy dotyczyły objawień Świętej Dziewicy, wliczając w to słynny "cud w Fatimie", i jemu podobne. Nieustannie powtarzającym się schematem był proces "licytacji". Byty takie proszą o zrobienie czegoś - modlitwę, budowę kościoła, okazanie skruchy, czy coś w tym stylu - a świadek, pod ogromnym wrażeniem cudownego objawienia, bezwarunkowo spełnia wszelkie życzenia. W pewnych przypadkach dochodzi do zawarcia "umowy", zgodnie z którą istota ta (zazwyczaj Dziewica, wybrani święci albo członek "Świętej Rodziny") oferuje swego rodzaju wynagrodzenie za wykonanie swoich poleceń. Raz jest to wygrana bitwa, kiedy indziej urodzajne plony, deszcz itp.

Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że wszelka odpowiedź na żądanie, czy jest to modlitwa, budowa świątyni, namalowanie jakiegoś znaku tarczy, czy nawet wzniesienie na poboczu drogi pomnika z trzech kamyczków, jest akceptacją dominacji! Ktoś milcząco zgadza się na "służenie" temu, kto wydał polecenie. Natychmiast zostaje ustanowiony psychiczny związek i zaczyna się "taniec". Do podstępu dochodzi wówczas, kiedy te prośby lub "polecenia" ubrane są w formę, która sprawia, że wymagane czynności zdają się być pożyteczne albo dobre, albo też kiedy wymuszone są poprzez wzbudzenie litości albo manipulacją.

09 czerwca 1996

P: (L) Moje pytanie brzmi: czy informacje, które otrzymujemy, są bliskie temu, co Al-Arabi nazywa "otwarciem"?
O: Tak.
P: (L) Powiedzieliście, że jesteście zunifikowaną formą myślową z obszaru wiedzy.
O: Tak.
P: (L) Al-Arabi opisuje zunifikowane formy myślowe jako "imiona Boga". Jego opisy wydają się tak zbieżne z tym, co nam przekazujecie, że zastanawiam się.
O: Wszyscy jesteśmy imionami Boga. Pamiętaj, to jest kanał. Oznacza to, że jego początek i koniec mają jednakie znaczenie, są równie ważne.
P: (L) Co przez to rozumiecie? Czyżbyśmy my byli tego częścią?
O: Tak, i nie traktuj nas jak bóstwa. Upewnij się również, że ci, z którymi masz kontakt, też to rozumieją!
P: (L) Ktora nasza cecha umożliwiła nam nawiązanie kontaktu? Bo inni też przecież próbują, ale otrzymują same śmieci.
O: Ty prosiłaś.
P: (L) Wielu prosi!
O: Nie, oni nie proszą. Oni domagają się.
P: (L) Ależ wielu ludzi pyta, prosi albo błaga, ale od odpowiedzi, które otrzymują, miesza im się w głowach.
O: Oni nie proszą, tylko domagają się. Pomyśl o tym. Ty nie błagałaś... błaganie jest domaganiem się.

Ta kwestia "domagania się" pod postacią błagania lub zabiegów mających wzbudzić litość wyjaśnia się nieco w poniższej sesji:

05 sierpnia 1995:

O: Pamiętajcie, od dłuższego już czasu, tak jak go mierzycie, staraliśmy się przekazać wam, że wasza trzecia gęstość była, jest i będzie pod totalną kontrolą sił, które starają się służyć jedynie sobie, przez okres ponad 309000 lat ziemskich. Wiele, naprawdę wiele razy za obecnego życia zastanawialiście się nad kwestiami obejmującymi pożyteczną albo nieużyteczną egzystencję ludzi (albo pojedynczego człowieka) w ich obecnym środowisku; rozważaliście za i przeciw kontynuacji takiego życia i tego, co się z tym wiąże. Doszliście do właściwej konkluzji: wasze życie, jest zasadniczo negatywnym doświadczeniem. Lecz nie jest tak, że to negatywne doświadczenie nie niesie ze sobą niczego dobrego. Jest raczej tak, że główny czynnik stanowiący o tym, że jest to negatywne doświadczenie, powinien również wskazywać wam na powiązania tego doświadczenia z łańcuchem nakazów związanych ze Służbą Sobie. Dlatego też Służba Sobie jest raczej manipulacją niż otwartym i korzystnym działaniem. To ruch cofania i brania, a nie rozszerzania. Te stwierdzenia mogą dostarczyć wam odpowiedzi nie tylko na podstawowe pytania, ale też na pytania o naturę waszej egzystencji.
P: (L) Prowadzi to do kilku innych naszych pytań. Jakie są warunki zostania kandydatem do 4. gęstości?
O: Nie ma żadnych kryteriów. Istnienie kryteriów sugeruje istnienie systemu osądzania, co sugerowałoby, że ktoś bacznie obserwuje postępy innych. Jest to po prostu część naturalnego procesu uczenia się, nad którym macie w pewnym sensie pełną kontrolę od początku aż do końca. W tym sensie to wy wybieracie swoje środowisko, żadna wyższa instancja nie rekomenduje wam go, ani odwrotnie, żadna wyższa instancja nie potępia żadnego środowiska, po prostu istnieje środowisko i wasza decyzja istnienie w nim. Dlatego też bycie kandydatem oznacza po prostu, że zdecydowaliście się zostać takim kandydatem do DOWOLNEGO poziomu gęstości, czy to pierwszego, drugiego, etc. Kontynuowanie nauli na tej ścieżce to wybów waszego Ja.

Mamy jakąś wskazówkę: jednym z wyznaczników, że coś jest orientacji STS, jest obecność czy oczywistość Łańcucha Nakazów!!!

Teraz chcielibyśmy przejść do zagadnienia tych jednostek, które Ra nazwał Wędrowcami. Ra opisuje ich w następujący sposób:

Kiedy [dusza] osiągnęła pełne zrozumienie swojego pragnienia, może dojść do wniosku, że jej pragnieniem jest Służba Innym [w postaci] wyciągnięcia pomocnej dłoni [mówiąc obrazowo] do każdej istoty, która o pomoc prosi. Istoty, które możecie określać mianem Sióstr i Braci w Smutku, idą w kierunku tego wołania Smutku. Istoty te, pochodzące ze wszystkich krańców nieskończonego wszechświata, połączone są wspólnym pragnieniem takiego służenia.

...Ilość [Wędrowców inkarnowanych na Ziemi w obecnym czasie], z powodu naglącej potrzeby zmniejszenia planetarnej wibracji oraz ułatwienia żniw, ...sięga 65 milionów. ...największa grupa Wędrowców ...pochodzi z szóstej gęstości.

Pragnienie służenia wymaga niezwykle czystego umysłu i tego co nazwalibyście brawurą albo odwagą. Wyzwanie/niebezpieczeństwo, na jakie narażony jest Wędrowiec, to możliwość zapomnienia o swojej misji, karmicznego uwikłania się, a tym samym bycia zmiecionym w zamęt, któremu poprzez swą inkarnację miał zapobiec (destrukcji).

...Ze względu na dużą rozbieżność pomiędzy zaburzeniami wibracji trzeciej gęstości a tymi mniej, powiedzmy, gęstymi gęstościami, Wędrowcy jako generalną zasadę mają swego rodzaju obciążenie, trudność, czy też uczucie silnego wyobcowania. Najbardziej powszechną trudnością jest wyobcowanie, reakcja zaburzeniami osobości i [fizycznymi] pokarmami, co wskazuje na trudności z dostosowaniem się do planetarnych wibracji, co nazwalibyście alergiami.

...Energie Wędrowców, waszych nauczycieli i adeptów w tym czasie zacięły się na zwiększenie żniw, jednakże niewielu będzie zbierać plony.

Problem tkwi chyba w "przebudzeniu się" na naturę misji, a to sprawia szczególne problemy.

Wędrowcy stają się całkowicie - ciałem i umysłem - istotami trzeciej gęstości. Z tego powodu są tak samo narażeni na [próby poddania ich programowania przez Oriońskich STS] jak kompleksy ciało/umysł [stricte trzeciej gęstości]. Jedyną różnicę stanowi kompleks duchowy, który, jeśli tylko tego zapragnie, może użyć świetlistej ochrony, która umożliwia mu dokładniejsze rozpoznanie tego, co jest niepożądane przez kompleks umysł/ciało duch. Jest to jednak jedynie skłonność i nie może być utożsamiane ze zrozumieniem.

Zaczynamy już rozumieć, że nawet ci o najczystszym sercu mogą paść ofiarą oszustwa i deprawacji. Wydaje się, że takie jednostki otrzymują jakąś pomoc w oddzielaniu ziarna od plew, ale Ra uważa to za "jedynie skłonność i nie może być utożsamiane ze zrozumieniem". Problemem w tym, że ta "skłonność" często wchodzi w bezpośredni konflikt z próbami Oriońskich STS programowania umysłu, co pociąga za sobą mnóstwo cierpienia i męczarni. A ukierunkowani na STO charakteryzują się pewną szczególną słabością - jako że ich serca wolne są od podłości i fałszu, wieczność może upłynąć, nim zobaczą te cechy u innych, tych, którzy zostali użyci do zapobiegnięcia ich przebudzeniu. Ra wspomina i o tym:

...Co więcej, Wędrowiec w mniejszym stopniu skłonny jest do chytrości charakteryzującej trzecią gęstość, w związku z czym nie rozpoznaje z taką łatwością, z jaką robią to negatywne istoty, negatywnej natury myśli oraz istot. ... [Jeśli Wędrowiec dał się pozyskać przez Orionów STS, będzie] schwytany w planetarne wibracje i, zebrany jako żniwo, prawdopodobnie jeszcze raz powtórzy główny cykl 3-ciej gęstości, już jako byt planetarny.

Ra potwierdził również uwagę Dona, że ci, którzy mają misję - Wędrowcy - są "celem wysokiego priorytetu" dla sił STS z Oriona. To przerażająca myśl! Jeśli ktoś inkarnuje z wyższej gęstości z misją służenia, to nie dość, że jest najpierw spowijany "płaszczem zapomnienia", to jeszcze staje się specjalnym celem dla grupy intergalaktycznych gwałcicieli i morderców, których działania ogranicza jedynie jakieś niejasne Prawo Wolnej Woli, zezwalające jednak na wypróbowywanie na takim nieszczęśniku wszelkich możliwych trików i oszustw, mających wplątać go w związek, wiarę, czy też działania lub reakcje, a wszystko po to, żeby "ściągnąć go o kilka gęstości w dół"! A wyposaża się go jedynie w "skłonność" do Prawdy, nawet nie w pełne zrozumienie! Przy tych wszystkich więc informacjach o tym, co gdzieś tam czeka tylko, żeby nas złapać w sidła i zwieść, które próbujemy jakoś poskładać, jakim to cudem mamy mieś pojęcie, co się tu dzieje? KTÓRZY to ci Dobrzy Kolesie?

Ra: ...[Z punktu widzenia STO kontakty z istotami wyższych gęstości to] naruszenie wolnej woli i z tego tytułu są niewskazane. Dlatego też istoty będące Wędrowcami na planie waszej iluzji będą jedynymi obiektami projekcji myśli, mającymi możliwość nawiązania tzw. "Bliskiego Kontaktu" i spotkań....

Ra sugeruje, że tylko "Wędrowcy" mają szansę na uzyskanie kontaktu z "Dobrymi Kolesiamii" z wyższego poziomu, ponieważ są już ipso facto, dostrojeni do profilu STO, a tym samym kontakt nie będzie naruszeniem ich wolnej woli, co miałoby miejsce, gdyby doszło do kontaktu z istotą 3 gęstości, która nie awansowała jeszcze do wyższych gęstości. Wędrowcy wyglądają jak zwykli ludzie na tej planecie, każdy z nich wiedzie normalne życie. Faktem jednak jest, że oni muszą zostać "PRZEBUDZENI". Istnieje też pewien specjalny warunek, który umożliwia nawiązanie kontaku z Wędrowcami, wykluczający na dobrą sprawę "weekendowe seminaria" channelingu. Wygląda na to, że mamy tu do czynienia z niemalże matematycznym prawem, w oparciu o które możliwe jest nawiązanie połączenia z istotami wyższych gęstości:

Ra: ...jest to wzywanie grupy ludzi, których zasada przezwyciężyła łączny opór jednostek nie wykazujących chęci poszukiwania lub uczenia się.

Zastanówmy się teraz nad naturą większości ludzi na tej planecie, którzy NIE CHCĄ się angażować w jakiekolwiek poszukiwania czy uczenie się; nie chcą myśleć ani wykonywać niezbędnej pracy, przygotowującej "naczynie" na napływ wyższej wiedzy; chcą być "ocaleni", wkładając w to jak najmniej wysiłku. Kiedy się temu przyjrzycie, zaczniecie rozumieć, jak niewielką mają szansę na kontakt z wyższymi istotami STO. Tak właśnie działa Prawo Wolnej Woli. Większość istot z trzeciej gęstości wybrała, ipso facto, ścieżkę STS - inaczej nie byłoby ich w tej gęstości. Ten wybór pociągnął za sobą również decyzję na egzystencję w świecie iluzji, która jest nierozerwalnym elementem tego "przekrętu". Istotnie, na pewnym poziomie liczy się przede wszystkim doświadczanie różnych sytuacji i wyciąganie z tego nauk, ale nie wyprzedzajmy zbytnio faktów. W każdym razie, taki jest wybór większości. Dlatego też ci nieliczni, którzy rzeczywiście chcieliby dostrzegać prawdę, nie są - zgodnie z prawem Wolnej woli - uwzględniani przez wybór większości! Nawet jeśli istota jest Wędrowcem z 4. lub 6. gęstości, przybywając do tej zgodziła się "grać według obowiązujących zasad" i nie może ich łamać! Tak więc, aby przedrzeć się przez tę "zasłonę zapomnienia" niezbędny jest EKSTREMALNY (w matematycznym sensie) wysiłek. Potrzebne jest konsekwentne "wołanie" ze strony całej GRUPY. Żeby przebić się przez tę zasłonę, potrzeba energii narastającej przez określony czas. Sens tej reguły oddają wypowiedzi przypisywane Jezusowi: "Gdziekolwiek dwóch lub więcej zbierze się w mym imieniu." oraz "proście, a będzie wam dane, kołaczcie, a wam otworzą."

Zastanawiając się nad tym prostym Prawem Wolnej Woli i jego konsekwencjami, zaczynamy rozumieć, że prawdopodobnie większość "źródeł" informacji zainicjowanych z "przypadkowych" kontaktów z kanałem - mam na myśli sytuację, kiedy osoba w trakcie medytacji, ni z tego, ni z owego, bum!, nawiązuje połączenie ze sri Swamim Takim-to-a-takim, Kutem-Hutem, lordem Sandjandem czy kimkolwiek - jest dezinformacją. Takie osoby mogą być Wędrowcami zneutralizowanymi przez siły STS lub nawet być ich "agentami".

Ra podał nam liczbę - 65 milionów; tylu Wędrowców było na planecie w momencie, kiedy przekazywał tę informację. To w przybliżeniu jedna osoba na sto. Ale jak wielu z nich zdoła przetrwać ataki? Jak wielu z nich przebudziło się, może się przebudzić lub faktycznie się przebudzi? I kiedy staną się obiektem "najwyższego zainteresowania" ciemnych sił?

Ale nie wszystko jeszcze stracone! Ci Wędrowcy, którzy walczyli i pracowali albo którym udało się przeżyć ataki lub, inaczej, przerobić lekcje na tle, że jakaś część w nich jest przygotowana, MOGĄ się przebudzić poprzez subtelne "kontakty" lub wewnętrzne pragnienie:

Ra: Celem tego typu kontaktów jest aktywacja uczucia przebudzenia. ...Metody używane do budzenia Wędrowcow są różne. Istotą każdej z nich jest wejście do świadomości i podświadomości w taki sposób, aby uniknąć wzbudzenia lęku, a jednocześnie maksymalnie pobudzić potencjał pojmowalnego subiektywnego doświadczenia, które ma duże znaczenie w odczuciu jednostki. Wiele z nich zachodzi podczas snu, pozostałe podczas dziennej aktywności. Takie podejście jest elastyczne i nie musi obejmować syndromu "bliskiego spotkania".

Zatem doświadczenia "przebudzania" mogą mieć różny charakter. Zważywszy na opisane już oszukańcze i manipulacyjne działania Orionidów STS, musimy mieć na uwadze, że sporo ich wysiłku może także pójść na próbę zablokowania, wymazania czy też sfałszowania uczucia "przebudzenia". Jedynie wiedza może zapewnić nam narzędzia do rozróżniania. Ra opisuje specjalny rodzaj "ataku", który może zostać przypuszczony na osoby wykonujące "misję specjalnego przeznaczenia", jak nazywają to Kasjopeanie:

Ra: Wędrowcy miewają "Bliskie Spotkania" z Orionami STS, aczkolwiek są one dość sporadyczne. Dzieje się tak dlatego, że Orioni nie zdają sobie sprawy ze stopnia pozytywności spotkania, albo też zaślepia ich pragnienie usunięcia tej pozytywności z tego planu egzystencji.

...Pomyłkowe kontakty Orionów STS z wysoko spolaryzowanymi pozytywnymi jednostkami mogą doprowadzić do spustoszeń w ich szeregach, chyba że są w stanie zdepolaryzować jednostkę, z którą połączyli się omyłkowo. Takie przypadki są jednak rzadkie. Dlatego też Orioni wolą nawiązywać fizyczny kontakt jedynie z jednostkami o słabej woli... Najczęstszym manewrem sił STS z Oriona jest atak na słabszą jednostkę, poprzez którą będą mogli szerzyć obszerniejszą część swojej filozofii.

Zaczynamy więc rozumieć ten szczególny typ pułapek zastawianych na Wędrowców, kiedy to do manipulowania i nimi i utrzymywania kontroli nach ich życiem wykorzystuje się ludzkich agentów. Jeśli nie można zdeprawować ich wprost, obierana jest inna strategia, polegająca na zepsuciu otoczenia Wędrowców - rodziny, przyjaciół, współmałżonków i wszystkich osóby z nimi związanych. Nigdy nie twierdziłabym, że jestem jednym z "Wędrowców", mimo że ich opis do mnie pasuje, bowiem nie jestem zagorzałą zwolenniczką wiary w cokolwiek. Jednak odbyłam kiedyś ciekawą rozmowę z Kasjopeanami podczas pewnej sesji, na której obecny był jegomość, którego również można było podpiąć pod ten profil. Rozmowa z nimi dostarczyła kilku wskazówek co do sposobu, w jaki się to przejawia:

03 maja 1997

P: (L) Wczytując się w sesję z 23 maja zeszłego roku, wracamy do historii TK, który był tu wtedy z nami. Sprawa dotyczyła jego życia w izolacji od reszty świata, a wy zapytaliście, kto prosił go, aby żył tam nadal, mimo pragnienia przeniesienia się w miejsce, gdzie mógłby nawiązać kontakt z większą ilością ludzi oraz mieć więcej okazji do rozwoju i stymulacji. Padła odpowiedź, że to jego żona nalegała na pozostanie w tamtym miejscu, mimo świadomości, że go tym unieszczęśliwia. Następnie wy, [Kasjopeanie] wspomnieliście o wektorze EM. Zrozumiałam to tak, że człowiek może być wektorem fal EM. Czy to możliwe?
O: Wektor znaczy wskazujący kierunek.
P: Więc to jego żona jest osobą kontrolującą jego kierunek. Ale jak to możliwe? Czy człowiek może wpływać na kierunek fal EM własną obecnością, a fale EM są częścią systemu kontroli, który manipuluje ludźmi? Czy możliwe jest, że tacy "agenci" używani są jako wektory EM, to znaczy, emanują specjalną częstotliwość, która dosłownie wpływa negatywnie na jasność umysłu, czy wręcz transmituje wstępnie zakodowane pętle myślowe?
O: Dokładnie.
P: Mój Boże! Również zauważyłam, że kilku z nas zaangażowało się w relacje z ludźmi, które jakby zostały ustawione w celu zdezorientowania, a tym samym zaburzenia naszego procesu nauki oraz drenowania naszej energii. Zasadniczo, utrzymują nas w ciągłym stresie, uniemożliwiającym nam wykorzystanie naszego potencjału. Czy w tych obserwacjach kryje się coś istotnego?
O: To podstawa, mój drogi Rycerzu! [kolejna gra słowna w wykonaniu Kasjopean, bowiem "knight", czyli "rycerz" to także nazwisko rodowe Laury -przyp.]
P: Odkryłam, że te jednostki podczepiają się za pomocą swego rodzaju psychicznego haka, kiedy tylko okażemy im współczucie. Możecie wytłumaczyć naturę współczucia?
O: Użal się nad tymi, którzy się użalają [Bieda tym, którzy się litują].
P: Ale ci, nad którymi się użalamy, ktorzy wzbudzają w nas uczucie litości, tak naprawdę nie użalają się nad nikim poza samymi sobą.
O: Tak...?
P: Zatem, czy prawdą jest co powiedział mój syn, że jeśli komuś współczujesz, kiedy wysyłasz światło i miłość do kogoś pochłoniętego przez ciemność, albo do tych, którzy narzekają i chcą być "ocaleni" bez wysiłku ze swojej strony, jeśli wbrew wykorzystywaniu i manipulacji jesteś miły i uprzejmy, to zasilasz ich własną dezintegrację lub pogrążanie się w jeszcze większym samolubstwie? To znaczy wspomagasz ich schodzenie w Służbę Sobie?
O: Znasz odpowiedź!
P: Mój Boże! Tak. Wiele razy byłam tego świadkiem. Czy ci ludzie z naszego otoczenia byli wybrani ze względu na niezwykle subtelną naturę zdolności do wywoływania współczucia, czy też my byliśmy programowani, żeby odpowiadać zaślepieniem na użalanie się i nie dostrzegaliśmy tego, co dla innych było oczywiste?
O: Ani jedno, ani drugie. Zostaliście wybrani, by wchodzić w interakcje z tymi, którzy wyzwoliliby hipnotyczną reakcję, prowadzącą do drenowania energii.
P: (T) To prawda, bo moja energia zdecydowanie została wydrenowana. (L) Jaki jest cel tego drenowania energii?
O: A jak myślisz?
P: (T) Żebyś nie mógł się skoncentrować czy zrobić czegokolwiek. Nic ci nie wychodzi.
O: A przynajmniej nie najważniejsze rzeczy.
P: (T) To dlatego moja możliwość koncentracji jest tak kiepska?
O: Tak. Masz do czynienia z patową sytuacją!! Wiesz o tym.
P: (T) Czyli jeśli się z niej nie wyswobodzę, będę miał się coraz gorzej? Czy to kwestia miejsca czy osoby?
O: Obu. Jedno wiąże się z drugim.
P: (L) Dlaczego głównym powodem, ktory praktycznie uniemożliwia nam przeciwdziałanie takim sytuacjom, jest strach przed zranieniem innych? To była główna przeszkoda trzymająca mnie tak długo w moim małżeństwie. Dopiero jak zrozumiałam, że pozostając w związku przyczynię się do większego cierpienia dzieci, znalazłam siłę na odejście. Dlaczego tak bardzo obawiamy się zranienia czyichś uczuć, mimo że ten ktoś rani nas?
O: Niewłaściwe rozumowanie. Nie musicie "działać przeciwko komuś", musicie jedynie działać na rzecz swojego przeznaczenia.
P:Jednak kiedy tak postępujesz, ci ludzie sprawiają, że czujesz się tak do niczego, że jedynym wyjściem jest rozstanie.
O: Tak, ale to wcale nie jest "działanie przeciwko". Wręcz przeciwnie. Pamiętaj, że do tanga trzeba dwojga, i jeśli oboje kontynuujecie taniec w płonącej sali balowej, razem spłoniecie!!!
P: Czy prawdą jest, że życie w towarzystwie takich ludzi, kiedy jest się pod wpływem energii, wręcz fizycznej jej emanacji z drugiej osoby, zamracza to umysł i niemal uniemożliwia znalezienia sposobu na wyjście z tej sytuacji?
O: To drenaż energii odpowiada za zamroczenie umysłu.
P: Dokąd jest drenowana ta energia?
O: 4-ta gęstość STS.
P: Ludzie, z którymi jesteśmy związani, czerpią od nas energię, którą zbierają od nich siły STS z 4-tej gęstości?
O: "Oni" nic nie robią!!!! 4-ta gęstość STS robi wszystko za ich pośrednictwem!
P: (T) Zastanawiam się teraz, co takiego przyciąga do nas takich ludzi.
O: Taki był zamysł istot STS z 4-tej gęstości.
P: Oznacza to, że poprzez innych ludzi kontrolują oni nasze myśli i emocje, pakują nam do głowy nie nasze myśli, po czym wydaje się nam, że "ratowanie" kogoś to doskonały pomysł. Po prostu nie zdajemy sobie z tego sprawy! Nasze religie i kultura uczą nas ofiary aż do bólu, a nawet ofiarowania właśnie dlatego, że boli. A wy mówicie, że to wszystko zostało zaprojektowane i jest kontrolowane z innego poziomu?
O: Kiedy nauczysz się działania programu, po prostu go włącz. Po prostu musicie zdobyć wiedzę na temat schematów zachowań, subtelnych sygnałow, a będziecie wiedzieli, jak tego unikać. Zarówno ty jak i pozostali. Żadnej antycypacji!
P: Chodzi chyba o to, że kiedy myślisz, że możesz kogoś zmienić albo że sam się zmieniając pomożesz innym, zakładasz coś z góry.
O: Albo że będzie innaczej niż się okazuje.
Lekcja numer 1: Zawsze spodziewaj się ataku.
Lekcja numer 2: Poznaj metody tegoż.
Lekcja numer 3: Dowiedz się, jak mu przeciwdziałać.
Kiedy jesteś atakowany, spodziewaj się niespodziewanego, jeśli tylko może ci to narobić problemów... Ale jeśli będziesz na nie przygotowany, nauczysz się, jak "odeprzeć atak", a tym samym, jak go zneutralizować. To się nazywa czujność, a czujność bierze się z wiedzy. A co daje nam wiedza?
P: Ochronę! Myślę, że najważniejszą rzeczą jest zdać sobie sprawę z tego, że wszystko, co zdarza się na tej planecie - bez wyjątku - jest odbiciem interakcji pomiędzy energiami STS i STO na wyższych poziomach.
O: Tak, jednak większość jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy. To zawsze należy do naturalnego procesu uczenia się.
P: Hmm, myślę, że każdy z nas ma tendencję do zachowywania takiego czy innego nienaruszalnego obszaru, który uważamy za wolny od ataków, lub też, że do wyjaśnienia tego możemy użyć logiki oraz myślenia charakterystycznego dla 3-ciej gęstości. Zmieni się to dopiero wtedy, gdy zaczniemy zdawać sobie sprawę, że atak może zostać przypuszczony nawet poprzez nas samych, naszych współmałżonkow, dzieci, rodziców, przyjaciół, - czyli praktycznie KAŻDEGO - ŻADNYCH wyjątków.
O: Tym, co was blokuje, to brak wiary w tę ideę. Pamiętaj, kiedy człowiekowi wpoi się doktryny religijne, kulturowe i/lub naukowe teorie, postrzega on świat wyłącznie w kategoriach wymiernej fizycznej rzeczywistości. Musicie zostać uleczeni z braku wiary w realność niefizycznego ataku.

Powyższy komentarz ukazuje, jak kluczowe może być nasze "obcowanie". Oczywiście, jeśli jesteśmy ŚWIADOMI, że każdy człowiek może zostać wykorzystany jako "wektor fal EM" do modulowania naszej częstotliwości, naszego zachowania lub toku myślenia, otrzymujemy pewien rodzaj ochrony. Lecz brak takiej świadomości i przebywanie w towarzystwie osób nieświadomych siebie, a tym samym otwartych na manipulację, jest dla nas jak "otwarta lwia paszcza". Przypuśćmy, że jedna z osób w związku zaczyna się "budzić" i zaczyna zdawać sobie sprawę (nawet jeśli tylko w niewielkim stopniu), że nic nie jest takie, jakim się wydaje. Będzie miała powtarzające się przebłyski świadomości stanu rzeczy, przeważnie wtedy, kiedy partnera nie ma w pobliżu. Może jasno odczuwać, że coś jest nie w porządku, może nawet podjąć decyzje mające na celu zmianę tej sytuacji lub decyzję o odejściu od partnera. Lecz przebłyski te mogą w jednej chwili ulec stłumieniu lub zupełnie zniknąć w wyniku pojawienie się tej drugiej osoby, posiadającej zdolności wektorowania fal EM. Wówczas ten budzący się czlowiek, w obliczu tak sprzecznych myśli, zaczyna czuć się jak schizofrenik czy szaleniec. Dodajmy do tego społeczne i religijne zaprogramowanie do "nadstawiania drugiego policzka" czy "świętego i szlachetnego cierpienia", a otrzymamy przepis na to, jak skutecznie odwieść Wędrowca od jego misji!

Kolejnym elementem wchodzącym w skład systemu kontroli jest program "autodestrukcji". Wyraźnie obcy nie mają żadnego problemu z uprowadzaniem, zabijaniem czy zjadaniem ludzi wciąż zagubionych wskutek swojego wyboru 3. gęstości/STS. Jednak istnieją szczególne przypadki, opisane przez Ra, jak Wędrowcy, z którymi najeźdźcy STS wolą się nie zadawać na tym poziomie, znaleźli więc dość pomysłowy sposób na OBEJŚCIE tej przeszkody - jest nim gra w samobójstwo.

Powiem wam, że ta instalacja jest bardzo podstępna! Może przejawiać się na wiele sposobów u różnych ludzi. Oriońscy STS zapewne odczuwali piekielną satysfakcję opracowując liczne jej wariacje, w każdym razie istotnym punktem jest fakt, że Wędrowiec przychodzi na świat. Oczywiście Wędrowcy muszą się gdzieś urodzić, w jakiejś rodzinie i z określonymi uwarunkowaniami genetycznymi. Powinno być również jasne, że ich decyzja nie obejmuje znalezienia się w rodzinie innych Wędrowców (aczkolwiek zdarzają się pewne wyjątki). Oto więc mamy niewinne maleństwa, ochotników do wielkiej misji, otoczonych potencjalnymi wektorami elektromagnetycznymi oraz jaszczurzymi agentami. Piłka w grze!

O ile Wędrowiec nie zostanie po prostu już na "dzień dobry" zabity, "urabia się go" do przyszłej uległości i tu przydatne jest znęcanie się zarówno fizyczne, seksualne, jak i psychicznie. A jednak, nawet pomimo takiego traktowania, Wędrowcy zachowują pewną szczególną swoją cechę - blask "wewnętrznej czystości" poszukującego ducha. W wyniku maltretowania mogą stać się łatwą ofiarą różnych "martwych kolesi", duchów, a nawet demonicznych typów przenikających jak kosmiczne bakterie przez rany w ich psychicznej tarczy.

Następnym etapem tego dramatu jest uwikłanie Wędrowca w związek partnerski z osobą noszącą znamiona "fałszywego obrazu" STO. Może to być (i cząsto jest) ten sam typ dramatu, który opisała Eve Lorgen w swoim artykule Love Bite [Ugryzienie Miłości], gdzie przedstawiono obraz symulowanej, niezwykłej "kosmicznej miłości", która gaśnie wraz z "wyłączeniem" wektora EM. Zamierzonym rezultatem takiej zdrady jest zaszczepienie w Wędrowcu samobójczych myśli albo przygotowanie go do NASTĘPNEJ gry.

Wędrowiec, uwarunkowany poprzednimi doświadczeniami, poszukuje teraz nowego partnera, który rownież będzie go krzywdził, otwarcie lub skrycie. Oczywiście naturalna trudność Wędrowców z rozpoznaniem negatywnego myślenia, nie będącego częścią ich własnego charakteru, nie pozwala im zorientować się, co się tak naprawdę dzieje. Zdają się oni zawsze przypisywać wszystkim te same motywy i ideały, którymi sami kierują się w życiu. W nieskończoność tłumaczą cierpienia zadawane im oraz ich bliskim przekonaniem, że jeśli po prostu będą wystarczająco długo i mocno kochać tego drugiego człowieka czystą miłością, czy też trwać przy nim na dobre i złe, to ich oprawca przezwycięży SWOJE rany, które są "powodem" uwłaczającego zachowania, a wtedy będzie w stanie "być całością", co według Wędrowca znaczy tyle, że stanie się mu podobnym!

Do tego dochodzą nieustające projekcje programu "samobójstwa", generowane przez otaczające Wędrowca osoby będące wektorami EM. Aby zidentyfikować te jednostki potrzeba długiej i wnikliwej obserwacji, jednak jest to możliwe! Naturalne odczucia bycia "zagubionym", "samotnym" czy wyalienowanym ze środowiska ulegają wzmocnieniu i wypaczeniu, co powoduje, że Wędrowiec zaczyna całkowicie koncentrować się na sposobie ucieczki spod tej niewyobrażalnej psychicznej presji. Wtedy też nadarza się okazja do wykorzystania dodatkowo jakiegoś podczepionego ducha, który zaatakuje Wędrowca od "wewnątrz".

15 kwietnia 1995

P: (L) [Wspomnieliście coś o ataku.] Czy stanowi on fizyczne czy psychiczne zagrożenie?
O: Jest to atak na umysł, mający doprowadzić do autodestrukcji.
P: (L) Czy można coś zrobić, żeby osłonić się przed tego typu atakem?
O: Tak. Nieustannie poszerzać zasoby wiedzy.
P: (L) Jaką formę powinna przyjąć ta wiedza? Czy macie na myśli informacje z channelingu, książki, filmy, czy co?
O: Wszystko to i jeszcze więcej. Dzielenie się teraz informacjami, przestrzeganie!!! Wszyscy inni w niedługim czasie doświadczą wzmożonych ataków tego typu, dwoje z was już ich doznało z tego samego źródła i z podobnych powodów, lecz teraz wasza współpraca stawia was w odmiennej kategorii!! Pamiętajcie, że wszystkie osoby-kanały i ci o podobnym charakterze są identyfikowani, namierzani i "pracuje się nad nimi". Jakieś samobójcze myśli?
P: (T) Mamy więc tę wiedzę, czy to wystarczy, by uchronić się przed nasileniem tych ataków?
O: Nie macie wystarczającej świadomości, jaka jest tu potrzebna! W żadnym wypadku! Pamiętajcie, wszystko co jest to lekcje. Codzienna modlitwa pomaga.

Przez cały ten czas Wędrowiec nigdy się nie żali, nie narzeka, że ktoś "im coś zrobił"; ma skłonność do poszukiwania przyczyny wszystkich wypadków, czy przykrego traktowania, przede wszystkim w sobie samym. Ich reakcja przybiera kształt zarzutów wobec samych siebie, że nie dają z siebie wystarczająco dużo, lub robią to w niewłaściwy sposób, pozostają jednoceśnie strasznie naiwni, jeśli chodzi o samą ideę "dawania", ponieważ, jak wspomniałam, przeszli "pranie mózgu" fałszywymi ideałami środowiska 3. gęstości STS, które są manipulacjami mającymi doprowadzić do służenia iluzji.

W całej tej inkulturacji najtrudniejszą dla Wędrowca sprawą jest nauczyć się NIE dawać w pewnych przypadkach, ponieważ to NIEdawanie jest w rzeczywistości formą DAWANIA, ale na poziomie duszy. Jest to zilustrowane w serii ciekawych komentarzy Ra:

Przez wiele waszych stuleci [grupa STO] i [grupa STS] miały ze sobą do czynienia na wyższych planach, powiedzmy na planach w czasie/przestrzeni, gdzie knuto intrygi i podpięto pancerz światła. Na tych planach toczyły się i wciąż się toczą bitwy.

...Wyobraźcie sobie [swój umysł] w całkowitej jedności ze wszystkimi pozostałymi umysłami waszego społeczeństwa. Jesteście jednomyślni i to, co w waszej fizycznej iluzji jest słabym ładunkiem elektrycznym, staje się teraz niezwykle potężną maszyną, dzięki której myśli mogą urzeczywistniać się jako rzeczy.

...W tym dążeniu [grupa STS] atakuje [grupę STO] uzbrojoną w światło. Rezultatem jest sytuacja patowa, jakbyście to nazwali, uszczerbek energii po obu stronach i potrzeba przegrupowania; negatyw zostaje uszczuplony przez niepowodzenie w manipulowaniu, a pozytyw zostaje uszczuplony przez niepowodzenie w zaakceptowaniu tego, co jest dane.

... [wyjaśniając "niepowodzenie w zaakceptowaniu tego, co było dane"]: Na płaszczyźnie czasu/przestrzeni, gdzie się to odbywa w formie - nazwijcie to - wojny myślowej, najbardziej akceptującą i miłującą energią byłoby tak kochać tych, którzy chcą manipulować, żeby te istoty były otoczone i pochłonięte, przekształcone przez pozytywne energie.

... Jest to jednak walka równych. Grupa [STO] jest świadoma, że nie może, na równej stopie, pozwolić manipulować sobą żeby pozostać czysto pozytywną , gdyż wtedy - chociaż czyste - znalezienie się, jak byście to powiedzieli, pod obcasem tak zwanych mocy ciemności nic by nie dało. A zatem ci, którzy mają do czynienia z tą wojną myśli, muszą być raczej defensywni niż przyzwalający, aby ochronić swą pożyteczną służbę innym. Tak więc nie mogą oni w pełni zaakceptować tego, co Grupa Oriona pragnie dać, gdyż jest to niewolnictwo.

...Jedynym użytecznym skutkiem [tej walki] jest zbilansowanie energii dostępnych tej planecie tak, że te energie nie wymagają silnego zrównoważenia w tej przestrzeni/czasie, co przekłada się na zmniejszenie ryzyka planetarnego unicestwienia.

Możemy dostrzec tu naczelną zasadę równowagi. Dla tych, którzy wierzą, że Miłością jest "akceptacja niewolnictwa" - co oznacza odpowiedzieć na manipulacje, a tym samym służyć grupie STS - staje się jasne, że takie postępowanie oznacza pozbycie się swojej efektywności jako kandydatów na STO, ponieważ przestaje się wówczas być "czysto pozytywnym"! Akceptując manipulację, staje się po drugiej stronie barykady!

Reasumując, jeśli dałeś się nabrać na iluzje machinacji STS lub zostałeś w nie wciągnięty, stajesz się "jednym z nich" i nie ma znaczenia, jakie są twoje "intencje". Przyczyniesz się tym samym do powstania "niezharmonizowanych" energii. A to neutralizuje prawdziwą naturę Służenia Innym.

Wracając do naszej opowieści, pamiętamy, że zaczynałam się zastanawiać, czy ludzie żyją na więcej niż jednym poziomie, a nasz świadomy poziom istnienia jest czymś w rodzaju "mini-teatru", będącego karykaturą PRAWDZIWEJ akcji na jakimś innym poziomie egzystencji. Kontynuowaliśmy szukanie odpowiedzi.

Kolejna sesja została niemal całkowicie zdominowana przez osobiste zgryzoty Candy, dotyczące jej rozwodu oraz tego, jak postawić kwestie finansowe, była bowiem pewna, że jej wkrótce-były-mąż lokuje pieniądze na ukrytych kontach. Ale nawet te osobiste rozterki przyniosły trochę informacji na temat syndromu "ataku/lekcji".

Candy była pewna, że jej życie znajduje się pod kontrolą obcych (ze skłonnością do myślenia, że to dla jej korzyści, ale kto wie, czy ostatecznie tak się nie stało), i swoimi pytaniami naciskała na te kwestie. Przytoczę jedynie te fragmenty sesji, które są przydatne dla naszego tematu:

08 sierpnia 1994

P: Czy ta sytuacja związana z [rozwodem Candy] jest przygotowana lub wywołana przez obcych?
O: Nie całkiem.
P: Czy obcy zrobili coś, żeby stworzyć tu emocjonalny niepokój?
O: Oni zawsze to robią.
P: Czy można coś zrobić, żeby poprawić tę sytuację?
O: Wszystko jest lekcją. [...]
P: Dlaczego [mąż Candy] wpakował się w tę sytuację z wypadkiem, rozwodem i całą resztą?
O: Karmiczne lekcje dla niego. I ty o tym pomyśl, Candy. Czy już kiedyś nie ceniłaś za bardzo facetów z kasą? Pamiętasz swojego pierwszego męża i gdzie go zaprowadziła miłość do pieniędzy?

[pierwszy mąż Candy miał powiązania z mafią i został zamordowany w więzieniu, przez co ona została bardzo młodą wdową z pokaźnym majątkiem. Ostatnia uwaga WIELCE oburzyła Candy.]

P: (Candy) Wyszłam za mąż z miłości! To nic przyjemnego, kiedy mąż umiera w takim wieku i oczywiście szmotałam się po jego śmierci.
O: Lekcja dla Candy. Karmiczne przeznaczenie.
P: (L) Czy to dlatego, że może za bardzo kochała pieniądze w innym życiu?
O: Przenosząc to do obecnego.

[Candy niechętnie kierowała pytania bezpośrednio do Kasjopean, wolała szeptać je do mnie, a ja miałam za nią pytać.]

P: Candy myśli, że do tej pory nauczyła się już tej lekcji.
O: Jeszcze nie.
P: Candy chce wiedzieć, co może zrobić, żeby zakończyć ten schemat i żeby te straszne rzeczy już się jej nie zdarzały?
O: To zależy od ciebie. Przestań tak bardzo kochać pieniądze.

[Candy upierała się, że to, co mówią Kasjopeanie, nie jest prawdą.]

O: To jest podświadome. A co z pierwszym razem?
P: Ona upiera się że wyszła za mąż z miłości.
O: Myślałaś, że tak było.
P: Ale co z jej obecnym mężem? Podczas gdy poprzedni mąż miał pieniądze, ten nie miał żadnych, gdy go poślubiała.
O: [Mąż Candy] był wyraźnie nastawiony na pieniądze. Ty to podświadomie wiedziałaś.

[Candy użyła swoich pieniędzy, by zrobić z nowego męża maklera giełdowego. Szło mu całkiem dobrze, jak długo nie uwikłał się w szybkie samochody, łatwe kobiety i narkotyki. I właśnie to było głównym punktem rozwodowej walki.]

P: No dobra, jeśli to wszystko jest podświadome, to co ona może z tym zrobić?
O: Nauczyć się, jak to zmienić. Candy musi ujawnić się ze swoimi wcześniejszymi związkami. Musi się otworzyć i być szczera ze sobą i z innymi, żeby zacząć oczyszczać karmę. Musi poszukiwać w duszy. Odzyskaj rozum. Odkryj to sama.
P: Nie rozumiemy co to znaczy, że Candy ma odzyskać rozum.
O: To jest skomplikowane. Wszystko jest częścią lekcji.

[W tym momencie poruszyłam kwestię kontaktów Candy z "ekspertem" UFO po wyprowadzce męża.]

P: Cóż, przestrzegłam ją przed M***. Myślę że ona igra z ogniem.
O: Oczywiście. M*** myśli, że każda kobieta podda się jego czarowi.
P: Czy on próbuje manipulować Candy, tak jak mi się wydaje?
O: A jak myślisz? To działa.

[Candy oczywiście była coraz bardziej poirytowana przebiegiem dyskusji.]

P: Cóż, Candy myśli, że poradzi sobie z tą sytuacją i że może się wiele nauczyć od M***.
O: On nie mówi prawdy.
P: (C) Ale on wydaje się mieć tak wiele wiedzy. Mówi, że może mi pomóc!
O: To jest część tego czaru. Wie, jak wizualizować. Potężny człowiek.
P: Czy on tę siłę uzyskuje od podczepionych bytów bezcielesnych albo dzięki pomocy obcych?
O: Oba.

Candy wciąż zaprzeczała temu, co na temat jej małżeństwa, romansu i ogólnego podejścia mówili Kasjopeanie. Wtedy właśnie zdecydowała się zaufać swojemu kochankowi, "badaczowi" UFO, na przekór temu, co radzili jej Kasjopeanie oraz moim sugestiom, że powinna sprawdzić jego przeszłość, a przy podejmowaniu decyzji zacząć kierować się rozumem, a nie emocjami. Podsumowując, powiedziano jej, że żeby zakończyć te "ataki/lekcje", musi to porządnie przepracować, oczyścić podświadomość, zmierzyć się z problemami i pokonać swoje "programowanie". Ale ona zdecydowała się tego NIE robić. Wkrótce potem u mojej córki wykryto kandydozę i przerwałam kontakt.

Pomiędzy licznymi uniwersalnymi pytaniami i moją pasją do tematów historycznych, staraliśmy się z Frankiem samodzielnie iść tropem "kwestii ataków". Pewnej nocy zadawaliśmy serię pytań na temat Jezusa, bo wcześniej, przygotowując pytania, wyczytałam w Biblii, że miało kiedyś miejsce pewne wydarzenie, w którym Jezus "dmuchnął" na swoich uczniów, by "przekazać im Ducha Świętego". Ponieważ takie "tchnienie" jest częścią inicjacji Reiki, miałam pomysł, że Reiki jest powiązane z cudownymi uzdrowieniami, jakich dokonywał Jezus, a których autentyczność potwierdzili Kasjopeanie, pomimo że osobą, którą oni zidentyfikowali jako "Jezus z Nazaretu", był ktoś odbiegający nieco od powszechnej tradycji, a nawet od jej zmodyfikowanych wersji.

09-30-94

P: (L) Czy on [Jezus] potrafił dosłownie uzdrawiać swoim dotykiem?
O: Tak.
P: (L) Czy robił to za pomocą Reiki albo jakiejś podobnej techniki?
O: Tak.
P: (L) Czy istnieje sposób na podniesienie energii Reiki, tak żeby była wystarczająco silna, żeby każdy mógł bardzo szybko robić to, co teraz zajmuje sporo czasu?
O: Tak.
P: (L) Co można zrobić, żeby wzmocnić energię Reiki?
O: Osiągnąć wysoką czystość duchową.
P: (L) Mam przy sobie dwa zbiory symbolów Reiki. Który z nich jest właściwy albo który jest silniejszy, pierwszy czy drugi?
[Prezentuję dwa zestawy symboli]
A: Drugi zestaw.
P: (L) Jest tu napisane, że te, które wskazaliście, to Tradycyjne Symbole Usui. Czy są to oryginalne symbole Reiki ofiarowane doktorowi Usui?
O: Blisko.
P: (L) Czy symbole Reiki będące w posiadaniu [Mistrzyni Reiki z Tampy] są właściwe?
O: Nie.
P: (L) A czy te, którymi posługuje się Louise, są właściwe?
O: Nie.
P: (L) Czy Louise ma możliwość przekazywania inicjacji w kompletny, pełen mocy sposób, jak sama twierdzi?
O: Nie. V__ ma silniejsze możliwości. [To była dygresja o innym adepcie Reiki, uczniu Louise. Trochę mnie to zdziwiło.]
P: (L) Czy znaczy to, że z nas wszystkich V___ ma najsilniejsze predyspozycje do Reiki?
O: Tak. Candy nie ma żadnych. Przekreśla Twoje.
P: (L) Czy chcecie powiedzieć, że Candy dała mi Reiki, które anulowało moje własne?
O: Dokładnie.
P: (L) Czy istnieje ktoś, kto mógłby naprawić tę inicjację?
O: Tak.
P: (L) Czy znam tę osobę?
O: Nie. P: (L) Kto z moich znajomych zna tę osobę? O: H___ D___.

To była BARDZO przykre, delikatnie mówiąc! Nie dość, że przyjęłam drugi poziom inicjacji od niekompetentnej Mistrzyni Reiki, to jeszcze istniała możliwość, że ta wypaczona forma Reiki mogła anulować korzystne Reiki! Co więcej, osoba wskazana jako znająca kogoś, kto wywodził się z właściwej linii Reiki, była tak nieprawdopodobna, że byłam nastawiona bardzo sceptycznie! HD była starszą panią z St. Petersburga, zajmującą się odczytywaniem przyszłości, która przyjaźniła się z moją znajomą, i spotkałam się z nią tylko raz, z czystej ciekawości. Wywarła na mnie dość silne wrażenie z racji ostrego krytykowania Reiki, uważając je za kompletnie bezużyteczny "przekręt New Age", była bowiem przekonana, że każdy kto "ma dar" może leczyć bez płacenia fortuny komuś, kto odprawi na nim jakieś "hokus pokus". Wskazanie przez Kasjopean właśnie jej, jako ścieżki do "właściwej" inicjacji Reiki, było absolutnie zdumiewające!

W całym tym "testowaniu" chodziło o rozeznanie, czy Kasjopeanie naprawdę "mają o czymkolwiek pojęcie", więc czując się dość głupio, zadzwoniłam następnego dnia do HD, żeby wybadać, czy jakimś cudem zna ona Mistrza Reiki.

Jej odpowiedź była zabawna. Powiedziała: "Ty WIESZ, że zupełnie nie mam zaufania do tych bzdur - moim zdaniem to strata pieniędzy! - ale, TAK, znam dwie osoby, które zaklinają się, że jest inaczej. Oboje są Mistrzami Reiki, więc pozwól, że znajdę ich numery i zaraz do ciebie oddzwonię".

Chwilę później oddzwoniła, podając jedno nazwisko - SB. Ten drugi Mistrz Reiki wyprowadził się, więc wyszło na to, że ma adres tylko jednego z nich. Spisałam nazwisko i numer telefonu i zadzwoniłam, żeby zobaczyć, czy uda mi się czegoś dowiedzieć.

Jak się potem okazało, Kasjopeanie mieli rację! Ta pani wywodziła się z tej samej linii co Mistrzyni Reiki, która dała mi pierwszą inicjację, i tylko jeden dodatkowy "następca" stał pomiędzy nią i Takatą. Ponadto, ona również posiadała te same materiały przekazane tej linii przez Takatę i znała moją pierwszą Mistrzynię Reiki. Znała te same "opowieści" oraz "poufne informacje", które były w posiadaniu tej linii, i tak dalej. Tak więc Kasjopeanie trafili "w dziesiątkę". Umówiłam się z nią, by powtórnie przeprowadzić inicjację drugiego stopnia w celu naprawy "szkód" dokonanych przez Louise, w efekcie jej ignorancji, i rok później otrzymałam od SB stopień mistrzowski. Zapewniam, że jak tylko zrobiła swoje, pojawił się pot, a mój "grzejnik Reiki" ponownie zaczął pracować! Co więcej, otrzymałam KOLEJNY zestaw symboli Reiki, różniących się od poprzednich trzech, które widziałam. Przedstawiłam je Kasjopeanom:

19 listopada 1994

P: (L) Poszliśmy do rekomendowanej osoby, by przyjąć inicjację Reiki. Czy w tej chwili mamy prawdziwą inicjację Reiki?
O: Zmierzacie w tym kierunku. Musicie dać się energii wzmocnić. Czy rozumiecie koncepcję imprintingu? [psychol. proces utrwalania się wzorców nadanych młodym osobnikom przez rodziców, rodzeństwo czy ogólne zasady zachowania gatunku - przyp.]
P: (L) Tak.
O: No to wiecie.
P: (L) Czy praktykowanie Reiki umocni tę siłę?
O: Częściowo.
P: (L) Czy istnieją jeszcze starsze i silniejsze Symbole Reiki od tych, które nam przekazano?
O: Tak.
P: (L) Czy te oryginalne symbole są w Sanskrycie?
O: Tak.
P: (L) Gdzie możemy je odnaleźć?
O: Nie możecie.
P: (L) Czy Symbole Reiki, których nauczyliśmy się od S_ są najlepsze, jakie możemy mieć?
O: Tak. Wystarczająco dobre.

Jakiś czas później miał miejsce zabawny incydent, który uświadomił mi potencjał Kasjopean w "rysowaniu", jeśli tylko do planszety dołączony był ołówek. Stwierdziłam, że coś "rozumiem", a oni odparli:

03-12-94

O: Naprawdę??? [nakreślili na tabliczce gigantyczny znak zapytania]
P: (L) Co naprawdę?
O: Powiedziałaś, że rozumiesz ideę. Czyżby? Ucz się.
P: (L) Hm, skoro potraficie to robić, to czemu nie nauczycie nas symboli mocy, które wzmocnią nasze Reiki?
O: Nie jesteście gotowi.
P: (L) A jeśli rozpoczniemy pracę z Reiki, nauczycie nas następnych symboli mocy?
O: Dobrze, przekażemy wam jeden. [Dołączony do planszety ołówek rysuje symbol]
P: (L) Jak się nazywa ten symbol?
O: Anuki. Wymawiane: AH - NEW - KEY.
P: (V) A jeśli chodzi o Reiki, co on robi? Co on przedstawia?
O: Zebranie energii w miejscu, które najbardziej jej potrzebuje. Całe Reiki, jakie do tej pory poznaliście, dotyczy przechodzenia uzdrawiającej energi, ten symbol dotyczy przedłużonego utrzymywania wzmocnionej mocy, a przez to skutkuje.
P: (L) Skąd je bierzecie?
O: Dostęp jest Powszechny.
P: (L) Czy dr Usui również go otrzymał, a później o tym zapomniał? Chodzi mi o to, że ponoć otrzymał on WIELE symboli, ale o ile wiem, jedynie jakieś sześć zostało przekazane dalej w nauczaniu.
O: Usui nie ujawnił wszystkiego Takacie.
P: (L) Dlaczego?
O: Powiedziano mu, że wiedza jest bezcenna i nie może być zmarnowana przez nadmierne rozproszenie, a szczegolnie przez przekazanie jej tym, którzy nie mają w sobie palącego pragnienia odkrycia prawdy. Ci, którzy je mają, tak jak ty, znajdą sposób na dotarcie do tej wiedzy.

Jako że byłam pod wrażeniem podobieństwa niektórych kręgów zbożowych do symboli Reiki, poruszyłam także i tę kwestię:

P: (L) Czy to prawda, że kręgi zbożowe są rodzajem wielkiego Reiki, które zostało podarowane tej planecie?
O: Jak również wiadomościami i lekcjami.
P: (L) Czy można również powiedzieć, że symbole Reiki stosowane do ciała są eterycznymi wiadomościami dla eterycznego ciała?
O: Tak.
P: (L) Czyli można powiedzieć, że przekazują informacje do naszego pola?
O: Wszystko, co istnieje na każdym z poziomów, jest po prostu lekcją.
P: (L) Więc, w przypadku Reiki, chciałabym się w szczególności dowiedzieć, czy kiedy ktoś jest fizycznie, duchowo, karmicznie lub w inny sposób roztrzęsiony, to zastosowanie symboli Reiki przekazuje informacje do pola elektromagnetycznego, żeby przekształcić lub przearanżować schemat w ten doskonały i zamierzony?
O: Tak.
P: (L) I czy wielokrotne ich stosowanie może nie tylko uleczyć fizyczne, ale również eteryczne zaburzenia? Mam na myśli karmę i tak dalej.
O: Tak.
P: (L) Więc nasza ciągła praktyka Reiki i stosowanie jej na sobie samym i na sobie nawzajem dosłownie oczyściłoby nas z karmicznych obciążeń, wspomnień, ran duszy?
O: Tak.

Nie dziwi już więc, dlaczego Reiki w tym kraju tak szybko stało się przedmiotem przekrętów!

I tak to dochodzimy do spraw najciekawszych. Przeskakuję teraz o rok do przodu, żeby opisać zdarzenie, które wiąże się bezpośrednio z tym co się "tam" w świecie "ataku/lekcji" dzieje, i jest KLUCZEM do zrozumienia tego. ]

Fala Rozdział 19

Fala Indeks


Właściciele oraz wydawcy niniejszych stron pragną oświadczyć, że materiał tu prezentowany jest wynikiem ich badań i eksperymentu w Komunikacji Nadświetlnej. Zapraszamy czytelnika by przyłączył się do naszego poszukiwania Prawdy poprzez czytanie z otwartym, ale sceptycznym umysłem. Nie zachęcamy tu do "dewotyzmu" ani też do "Prawdziwej Wiary". Zachęcamy STANOWCZO do poszukiwania Wiedzy oraz świadomości we wszystkich obszarach działania jako najlepszego sposobu, by być w stanie odróżnić kłamstwa od prawdy. Jedno co możemy powiedzieć czytelnikowi: pracujemy bardzo ciężko, wiele godzin na dobę, i czynimy tak od wielu lat, by odkryć "sedno" naszej egzystencji na Ziemi. Jest to nasze zajęcie, nasze poszukiwanie, nasza praca. W sposób ciągły szukamy potwierdzenia oraz/lub pogłębiamy zrozumienie tego, co uważamy albo za możliwe, albo za prawdopodobne lub za jedno i drugie. Czynimy tak ze szczerą nadzieją, że ludzkość jako całość skorzysta z naszej pracy, jeśli nie teraz , to przynajmniej w jakimś punkcie w jednej z naszych prawdopodobnych przyszłości.

Skontaktuj się z administratorem serwera pod adresem cassiopaea.com
Prawa Autorskie (c) 1997-2005 Arkadiusz Jadczyk oraz Laura Knight-Jadczyk. Wszystkie prawa zastrzeżone. "Cassiopaea, Cassiopaean, Cassiopaeans," są zastrzeżonym znakiem handlowym Arkadiusza Jadczyka oraz Laury Knight-Jadczyk.
Listy adresowane do Kasjopei, szkoły QFS, Arkadiusza lub Laury, stają się własnością Arkadiusza Jadczyka i Laury Knight-Jadczyk
Wtórne publikacje oraz wtórne rozpowszechnianie zawartości niniejszego ekranu lub dowolnej części niniejszej witryny w dowolnej formie jest stanowczo zabronione bez wcześniejszej pisemnej zgody autorów.

Jesteś gościem o numerze .